Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johnny Depp. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2010

Parnassus


tytuł oryginalny:
The Imaginarium of Doctor Parnassus
gatunek:
fantasy, przygodowy
reżyseria:
Terry Gilliam
scenariusz:
Terry Gilliam, Charles McKeown
zdjęcia:
Nicola Pecorini
muzyka:
Mychael Danna, Jeff Danna
obsada:
Heath Ledger Heath Ledger Tony
Johnny Depp Johnny Depp Tony (pierwsza przemiana)
Jude Law Jude Law Tony (druga przemiana)
Colin Farrell Colin Farrell Tony (trzecia przemiana)
Christopher Plummer Christopher Plummer Dr Parnassus
Lily Cole Lily Cole Valentina
od lat: 12
czas trwania: 122 minuty
cena DVD: aktualnie w kinach!
moja ocena: 3,5/6


Terry Gilliam to dla mnie obok Tima Burtona i Timura Bekmambetova jeden z najbardziej wizjonerskich reżyserów. To właśnie od nich oczekuję, że przy okazji każdego ich filmu przeniosą mnie do świata pełnego magii, iluzji i dziwnych kreatur, w którym wszystko będzie możliwe. Bo nikt inny nie potrafi tego świata stworzyć lepiej niż oni. Taki też świat stworzył w swoim najnowszym filmie, 'Parnassus' Teryy Gilliam, będący swoistą wariacją na temat Alicji w Krainie Czarów i tego co dzieje się po drugiej stronie lustra.

Tytułowy doktor Parnassus jest starcem, mającym grubo ponad tysiąc lat. Skąd ten wiek? Dawno temu zawarł z diabłem pakt, a raczej dokonał zakładu. Szatan pozwolił mu wygrać, a on został skazany na życie wieczne. Hazard jednak uzależnia, więc po tym zakładzie przyszły kolejne. Stawką ostatniego była jego córka, która po ukończeniu 16 roku życia miała trafić w ręce szatana. Doktor Parnassus nie chce jednak do tego dopuścić stąd też po raz kolejny przyjmie wyzwanie ze strony szatana. Czego ono dotyczy? Kto wygra? To wbrew pozorom nie są najistotniejsze elementy filmu.

Dla mnie dużo większe znaczenie miał świat po drugiej stronie lustra. Bo doktor Parnassus potrafił tworzyć widowisko z tego, co znajduje się w umyśle każdej osoby. I właśnie te widowiska były najbardziej efektowną częścią filmu. Świat przedstawiony przypominał mi trochę ten z filmu 'Charlie i fabryka czekolady'. Z jedną różnicą in minus - było go znacznie mniej. Za dużo w tym wszystkim było rzeczy realnych i zwyczajnie zbędnych. Walka o przetrwanie, zbieranie pieniędzy, to wszystko wystarczyło nakreślić i pozwolić widzom odpłynąć w onirycznych wizjach.

Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego warto wybrać się na Parnassusa - to w tym filmie po raz ostatni wystąpił Heath Ledger. Właśnie w trakcie prac nad tym filmem tragicznie zmarł. Zdjęcia jednak kontynuowano, a w jego rolę wcielili się kolejno Johnny Depp, Jude Law i Collin Farrell. Od razu mogę Was uspokoić, wszystkie zmiany wizerunku są logicznie (o ile coś w świecie wyobraźni może być logiczne) uzasadnione. Poza tym są praktycznie niedostrzegalne. Charakteryzatorzy odwalili kawał dobrej roboty i powiem szczerze, że gdybym nie wiedział, to najprawdopodobniej nie domyśliłbym się, że w rolę Tonyego wcieliły się aż cztery różne osoby. Wszyscy wypadli przyzwoicie, nikt jednak nie przyćmił swoją kreacją tego, zdążył stworzyć Ledger przed śmiercią.

Zastanawiacie się kim jest Tony? Jest to najdziwniejsza postać z całego filmu. Przynajmniej z punktu widzenia scenariuszowego. Bo w zasadzie bez niego ten film też by się obył. Chłopaka znajduje właśnie doktor Parnassus i wraz ze swoją świtą ratują go przed śmiercią. On zakochuje się w jego córce i przy okazji ożywia teatr staruszka. Cierpi przy tym na amnezję i do końca nie wie kim był wcześniej. Jak widać, wątek, którego nic specjalnego nie wyróżnia, więc ze spokojem można go wyciąć. A jednak w tej tajemnicy jego pochodzenia jest spory potencjał, który nie został wykorzystany.

Taki w zasadzie jest cały film, strasznie nierówny, w którym momenty bardzo dobre przeplatają się z tymi nudnymi, a chwile magiczne odchodzą po momencie w niepamięć na rzecz scen zwyczajnych. Pod względem aktorskim również bywa różnie, bo z jednej strony aktorzy odgrywający rolę Tonyego wypadają bardzo dobrze, z drugiej jednak stać ich na więcej. Z pustego jednak i Salomon nie naleje, więc i bez dobrego scenariusza aktor nic nie zrobi. I to właśnie na scenariusz zwalę też swój największy zarzut - zakończenie, którego nie zrozumiałem. I chociaż nie o zrozumienie tu chodziło, to jednak niedosyt pozostaje. Zamiast składnego eye-candy dostałem trochę psychodeliczny dramat z niedociągnięciami. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że Tim Burton wraz z Alicją zaprezentują lepszą drugą stronę lustra.

PS. Za seans dziękuję uroczej pracowniczce Multikina :*
PS2. Przypominam o Srebrnych Kadrach - wystarczy wybrać najlepsze filmy, a zyskujecie szansę na wygranie filmów dvd!

piątek, 3 lipca 2009

'Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów' premierą lipca

Zawsze, gdy przychodzi lato, przychodzi też narzekanie. I wcale nie myślę tu o pogodzie, która w tym roku robi wszystko, żeby wieszać na niej psy, a o repertuar kinowy. Bo w tzw. sezonie ogórkowym na srebrnych ekranach pojawia się o wiele więcej komercji niż w miesiącach zimowo-wiosennych. Ale czy na prawdę są powody do narzekań, jeśli ta komercha jest tak zachęcająca, jak w tym miesiącu? Potencjalnych hitów jest co najmniej kilka, a dla mnie najbardziej interesująco prezentuje się 'Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów' (premiera: 01.07.20009).

Myślę, że tej animacji przedstawiać nikomu nie muszę - w końcu to obok Shreka najbardziej rozpoznawalna animowana seria w 3D. W trzeciej odsłonie spotkamy się z tą samą paczką znajomych - będzie Sid, Diego, Manny i oczywiście Wiewiór. Ale, ale - ponieważ to właśnie ten ostatni wielbiciel orzeszków jest chyba źródłem sukcesu dwóch poprzednich części, twórcy filmu postanowili wykorzystać jego fenomen i serię wzbogacić o postać Wiewióry! Czy wyjdzie im to na zdrowie możemy przekonać się tylko w kinach. Ja nie lubię tego typu 'rewolucji'. Dodam tylko, że ta animacja, jak zresztą większość tych made in USA w ostatnich miesiącach będzie możliwa do zobaczenia w 3D oraz w postaci normalnej.

Pozostając w klimatach produkcji skierowanych do młodszej widowni, warto zwrócić uwagę na najnowszego 'Harrego Pottera' (premiera: 24.07.2009). Tym razem, w szóstej już odsłonie, młody czarodziej będzie zmagał się z Księciem Półkrwi. Ciekaw jestem jak autorzy scenariusza i reżyser poradzą sobie z co raz większą mrocznością serii, która postępuje z części na część. Jeśli najnowszy Potter będzie zbyt ugłaskany z pewnością zakończy się porażką, może nie tyle finansową, ile artystyczną. Ale czy to kogoś interesuje? W końcu od dawna wiadomo, że Hollywood i pieniądze to niemal synonimy.

A pieniądze można zdobywać na różne sposoby, nie tylko adaptując książkowe bestsellery, ale też szokując cały świat. Taką strategię obrał Sacha Baron Cohen wcielając się w postać geja-projektanta o imieniu 'Bruno' (premiera: 10.07.2009). Rozrywkę otrzymamy zapewne na podobnym poziomie jak w 'Boracie', czyli niewyszukane żarty z głębszą myślą. W wakacje ujdzie.

W kategorii rozrywki dla mas, w lipcu mamy jeszcze 'Adrenalinę 2. Pod napięciem' (premiera: 24.07.2009). Pierwszą część kiedyś tam oglądałem i nic już z niej nie pamiętam. Totalne nic. Druga jest ponoć jeszcze bardziej bezmózga, ale też akcji jest więcej. Gratka przede wszystkim dla fanów gatunku.

Ale spokojnie, nie samymi wysoko budżetowymi produkcjami lipiec stoi. Trochę w tym zasługi polskich dystrybutorów, którzy na ekrany naszych kin wpuszczają (nie)regularnie klasyki kina światowego. I tak na ten miesiąc przypadły re-premiery dwóch filmów: 'Hair' (premiera: 31.07.2009) i 'Gabinet doktora Caligari' (premiera: 10.07.2009). Ten pierwszy jest hippisowskim musicalem reżyserowanym przez Milosa Formana, natomiast drugi zalicza się do klasyki horroru. I chociaż jest filmem niemym, to zapewniam, że takie kino również potrafi wprowadzić widza w odpowiedni klimat.

Nie tylko klasyką musi żyć w tym miesiącu fan horrorów. Będą jeszcze co najmniej dwie produkcje spod znaku grozy warte uwagi - pierwsza to 'Egzorcyzmy Dorothy Mills' (premiera: 17.07.2009). Cudów nie ma się co spodziewać, na pewno nie będzie to nic na poziomie 'Egzorcyzmów Emily Rose', jednak warto zauważyć, że to kino europejskie (francusko-irlandzkie), a po zeszłym roku horrory ze Starego Kontynentu mają markę bardzo dobrą. Wystarczy wspomnieć choćby [Rec], czy Sierociniec. Jeśli 'Egzorcyzmy Dorothy Mills' choć w niewielkim stopniu zbliżą się poziomem straszenia do któregoś z tych obrazów, będę w pełni usatysfakcjonowany.

Z filmów mrocznych mamy również 'Horsemen - jeźdźcy Apokalipsy' (premiera: 10.07.2009). Tematy apokaliptyczne im bliżej roku 2012, tym bardziej wydają się być interesujące, jednak spokojnie, to nie jest żadna makabra z apokalipsą w tle. Bardziej coś w klimatach 'Siedem', gdyż podobnie jak w tym legendarnym thrillerze mamy mordercę, który podąża biblijną drogą Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Na szałowe wykonanie jednak bym nie liczył.

W lipcu warto też zwrócić uwagę na rewelacyjnie obsadzonych 'Wrogów publicznych' (premiera: 17.07.2009) z Johnnym Deppem i Marion Cottilard, oraz chilijski dramat zbierający całkiem pochlebne recenzje - 'Służąca' (premiera: 17.07.2009)

Na zakończenie tradycyjnie zwiastun:

czwartek, 28 lutego 2008

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street

Oscary już wprawdzie za nami, ale to nie znaczy, że trzeba zapomnieć o filmach na nich nagrodzonych. W poprzedniej recenzji opisywałem 'Pokutę', tym razem recenzja zdobywcy Oscara za najlepszą charakteryzację- 'Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street'. Poza tym była to najbardziej polecana przeze mnie premiera lutego.

tytuł oryginalny:
Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street
gatunek:
musical, thriller
reżyseria:
Tim Burton
scenariusz:
John Logan
zdjęcia:
Dariusz Wolski
muzyka:
Stephen Sondheim
obsada:
Johnny Depp Johnny Depp Sweeney Todd
Helena Bonham Carter Helena Bonham Carter Pani Lovett
Alan Rickman Alan Rickman Sędzia Turpin
Timothy Spall Timothy Spall Beadle
od lat: 16
czas trwania: 116 minut
cena DVD: 41,49 zł
moja ocena: 4/6


Tim Burton i Johnny Depp, to nie wątpliwie jeden z najlepszych duetów w Hollywood. Pierwszy filmy reżyseruje, drugi w nich gra. Każde ich spotkanie na planie daje owoc w postaci filmu co najmniej interesującego. Tym razem obaj panowie wzięli na warsztat brodwayowski musical, o kapitalnym moim skromnym zdaniem, tytule - 'Sweeney Todd: demoniczny golibroda z Fleet Street'. Co z tego wynikło? To zależy, czy lubicie Burtona , czy nie.

Chyba nie ma się co łudzić, że jego kino przypadnie każdemu do gustu. Patrząc chociażby na takie jego dzieła, jak genialny 'Edward nożycoręki', czy 'Charlie i fabryka czekolady' nie sposób dojrzeć czegoś unikatowego w tych obrazach. Nie, nie chodzi mi tu o Johnnego Deppa, chociaż faktycznie, jest on zarówno unikatowy jak i jest czymś wspólnym dla 'Sweeney Todd...' i wspomnianych filmów. Raczej myślę tu o pozornie przesadzonej charakteryzacji i scenografii dzięki którym przenosimy się w inny, bardziej magiczny świat. I to właśnie miedzy innymi dzięki nim nasz golibroda z Fleet Street jest tak demoniczny jak być powinien.

A kim w ogóle ów golibroda jest? Może zacytuję:

'
There was a barber and his wife /Był raz golibroda i jego żona/
and she was beautiful... /i była piękna.../
a foolish barber and his wife. /Głupi golibroda i jego żona./
She was his reason for his life... /Była powodem dla którego żył.../
and she was beautiful, /I była piękna,/
and she was virtuous. /i była cnotliwa./
And he was... /A on był.../
nieve. /naiwny./
There was another man who saw /Był inny który dostrzegł/
that she was beautiful...' /że była piękna.../

No i już chyba wszystko jasne. Ten 'inny' postanowił pozbyć się konkurenta. A że był wyżej postawiony, nie sprawiło mu to większych problemów. Jednak po pewnym czasie golibroda wraca do Londynu jako Sweeney Todd i postanawia odnaleźć swoją miłość oraz zemścić się na swoim dawnym rywalu. Przy użyciu swoich brzytw oczywiście. Zanim to jednak nastąpi przetestuje je na kilku mieszkańcach Londynu, których później kochająca go sąsiadka przerobi na... placki. Tyle tytułem generalnego zarysu sytuacji.

Jak teraz na to patrzę, to wydawać by się mogło, że fabuła jest bardziej interesująca niż była w rzeczywistości. Mi zabrakło trochę zwrotów akcji, elementu zaskoczenia, czy czegoś w ten deseń. Trochę ten niedosyt zaspokaja końcówka, w której dochodzi do serii dość zaskakujących zbiegów okoliczności.

Jest jednak coś, co pozwala przeżyć jakoś tą średniznę scenariusza i czerpać przyjemność z oglądania. Nie, nie mam tu na myśli ścieżki dźwiękowej, która stoi na przyzwoitym poziomie, wszak to musical, więc tego należało się spodziewać. Nie myślę też o zdjęciach i charakteryzacji, które choć świetne nie udźwignęły by ciężaru całego filmu. Chodzi mi o Johnnego Deppa, który po raz kolejny daje popis swojego geniuszu.

To że jest świetnym aktorem już wiedziałem. Miłą niespodzianką było dla mnie to, że całkiem nieźle śpiewa. Co ważniejsze śpiewanie nie przeszkadza mu w graniu. Zgodnie z tytułem był demoniczny, więc nominacja do Oscara jak najbardziej zasłużona. Pozostali aktorzy pozostają w jego cieniu, chociaż zarzucić im nie ma czego. Jako ciekawostkę dodam tylko, że w filmie występuje też Sacha Baron Cohen (AKA Borat, Ali G) jako włoski golibroda - Adolfo Pirelli.

I na tym chyba swój wywód na temat tego 'Sweeney Todd...' skończę. Oglądało mi się go przyjemnie, chociaż nie aż tak, jak 'Edwarda nożycorękiego', czy 'Charliego i fabrykę czekolady'. Fabuła mnie nie porwała i to chyba największy zarzut. Z tym że bardziej z nim powinienem się udać do twórców pierwowzoru, bo Burton zrobił po prostu swoje. Jego dzieło wygląda ładnie, tylko brakuje mu trochę wnętrza. To trochę tak, jakby główna bohaterka zapomniała dodawać farszu do swoich placków. I o ile w jej przypadku (przynajmniej z początku) wyszło by to chyba na plus, tak w przypadku 'Demonicznego golibrody' ów brak zabiera sporo przyjemności z oglądania.

czwartek, 27 grudnia 2007

Blog Roku 2007 + Filmowe podsumowanie świąt + Maraton filmowy

Nazbierało się kilka spraw przez święta, ale po kolei.

1. Pewnie zauważyliście z prawej strony takie zielone coś mówiące, że 'Ten blog bierze udział w konkursie Blog Roku 2007'? Już wyjaśniam o co chodzi. Onet.pl organizuje co roku wybory na najlepszego bloga w kilku różnych kategoriach. Ja w tym roku zgłosiłem swojego do kategorii 'Kultura'. Na wygraną nie liczę, bardziej jako reklamę to traktuję :) Bo nie sądzę, że ktoś jest na tyle nienormalny, żeby na mojego bloga wysyłać jakieś smsy - bo przez smsy się właśnie głosuje. Póki co więcej szczegółów nie znam, ale jak poznam to się podzielę.

2. Święta dla mnie były w filmy obfite, szczególnie drugi ich dzień. Recenzji z tego co przez ostatnie trzy dni widziałem pisać nie mam zamiaru, ale ocenię chętnie ;) Tak więc:

Epoka lodowcowa - Chyba jedyna tak udana animacja z tych które wyszły po Shreku.
Moja ocena - 5/6

Zatańcz ze mną - Dwa, czy trzy lata temu ten film bardzo mi się podobał. W święta go sobie odświeżyłem i wyszło, że polecałem go trochę na wyrost... Strasznie to nijakie było.
Moja ocena - 3/6

Death Proof - Film już kiedyś obejrzałem, za jego ocenę niech Wam posłuży to, że przez pół roku widziałem go już trzy razy. Parę słów o jego wydaniu dvd jednak napiszę. Za 54 zł możemy sobie sprawić wydanie specjalne - 2 dvd w steelboxie. Wszystko (od pudełka, przez menu, po dodatki) jest wykonane w pełni profesjonalnie. Mnie w pełni zadowoliło.
Moja ocena wydania dvd (ocena filmu + ocena zawartości płyty) 6/6

Wesele - Nie chodzi mi o to Wyspiańskiego, tylko o film Smarzowskiego z 2004 roku. A to jest istny Polaków portret własny. Trochę jak w 'Dniu świra', tylko słabiej.
Moja ocena - 4/6

Charlie i fabryka czekolady - Tam gdzie Depp, tam dobre kino. Fajna opowieść dla dzieci z fantazją, zarówno tych mniejszych, jak i tych większych. Perełka wśród świąteczno-kiczowatych produkcji, które serwowała nam tv w tym roku.
Moja ocena - 5/6

Pada Shrek - Po Shreku można się spodziewać więcej. Komercja bije z każdego kadru, a morał był tak nachalny, że aż żal patrzeć. Ale jednak 'magia' świąt nie wypchnęła do końca magii Shreka.
Moja ocena - 3/6

Pieniądze to nie wszystko - Nie ma to jak poczciwa polska komedia. Może nie najwyższych lotów, ale na pewno udana.
Moja ocena - 4/6

Prezydencka córka - Sympatyczna, przesłodzona opowieść w sam raz na święta.
Moja ocena - 3/6

3. Za jakieś 3 tygodnie w Multikinie 51 będzie maraton filmowy Piły.
Szczegóły poniżej:
Chętni niech się do mnie odezwą ;)

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Telewizyjny przewodnik świąteczny ;)

W święta jak zawsze telewizje zasypują nas masą powtórek oraz wszelkiego rodzaju niefajnych świątecznych programów. Jednak kilka wartych obejrzenia filmów również możemy znaleźć w programie na te trzy świąteczne dni. Jeśli już zdecydujecie się spędzić część tych świąt przed tv, być może ten przewodnik pomoże wybrać Wam coś ciekawego ;)

Wigilia, 24.12.2007

W Wigilię najlepiej prezentuje się ramówka Polsatu. Co prawda nie ma tu żadnej spektakularnej premiery, ale są hity znane i lubiane - Epoka lodowcowa i najbardziej świąteczny (obok Kevina samego gdziekolwiek) film - Szklana pułapka. Warto też rzucić okiem na 'dwójkę' w której znajdziecie roztańczone Zatańcz ze mną

19.30, Polsat, Epoka lodowcowa
20.50, TVP 2, Zatańcz ze mną
21.00, Polsat, Szklana pułapka

I Dzień Świąt, 25.12.2007

W Boże narodzenie nie znajdziemy zbyt wielu interesujących pozycji. Na pewno furorę zrobi premiera TVNu - Pada Shrek - krótki (25 minut) filmik o świątecznych przygodach naszego ulubionego ogra. W tym samym czasie na TVP 1 znajdziemy coś równie bajecznego, chociaż nie animację. Jedynka przypomni nam Piratów z Karaibów i Klątwę Czarnej Perły.

20.00, TVN, Pada Shrek
20.05, TVP 1, Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły

II Dzień Świąt, 26.12.2007

W ostatni dzień świąt znów najlepszą ofertę przedstawia TVN. Jeśli urzekł Was Johnny Depp jako Jack Sparrow, będziecie mieli okazję zobaczyć go raz jeszcze, tym razem w filmie Charlie i fabryka czekolady. Innym godnym uwagi filmem TVNu jest odgrzewana komedia - Wielka heca Bowfingera. Natomiast na TVP 2 coś dla miłośników mocniejszych wrażeń - Plan lotu.

16.30, TVN, Charlie i fabryka czekolady
19.30, TVN, Wielka heca Bowfingera
20.35, TVP 2, Plan lotu.

czwartek, 22 listopada 2007

Las Vegas parano

Wkrótce (w weekend?) wrzucę tu recenzję kultowego już 'Requiem dla snu'. A póki co coś innego w klimatach uzależnień i narkotyków: 'Las Vegas parano'.



tytuł oryginalny:
Fear and Loathing in Las Vegas
gatunek:
dramat, komedia
reżyseria:
Terry Gilliam
scenariusz:
zdjęcia:
Nicola Pecorini
muzyka:
Paul Anka, Michael Kamen, Ray Cooper
obsada:
Johnny Depp Johnny Depp Raoul Duke
Benicio Del Toro Benicio Del Toro Dr Gonzo
Cameron Diaz Cameron Diaz Jasnowłosa pani reporter
Christina Ricci Christina Ricci Lucy

od lat: 21
czas trwania: 118 minut
cena DVD: brak danych :|
moja ocena: 4/6


Większość z Was pewnie pierwszy raz o tym filmie słyszy. Ja do nie dawna też o nim zbyt wiele nie wiedziałem, właściwie nic poza tym, że coś takiego jak 'Las Vegas parano' (polski tytuł, oryginalny to: 'Fear and Loathing in Las Vegas') istnieje. W sumie gdy zaczynałem go oglądać wiedziałem tylko jeden szczegół więcej - gra w nim Johnny Depp. Tak więc na początek może trochę o fabule.

Są lata 70.. Dziennikarz sportowy - Raoul Duke - wybiera się w podróż do Las Vegas, by zrelacjonować przebieg pewnego wyścigu przez pustynię. Dla towarzystwa bierze ze sobą swojego prawnika- Dr. Gonzo. Nie brzmi za ciekawie, prawda? No to teraz małe zaskoczenie - przez chyba cały film oboje są pod wpływem wszelkich możliwych używek jakie wymyślono i cytując film można by powiedzieć: 'There was evidence in this movie of excesive consumption of almost every tye of drug known to civilized man since 1544'. Nie jest więc niespodzianką, że z relacji z wyścigu zbyt wiele nie wyjdzie.

Ale to mało istotne. Autorzy skupili się raczej na ukazaniu świata oczami głównego bohatera, a ten jak się można domyślić jest bardzo interesujący i barwny. No bo jaki ma być, gdy ma się w bagażniku walizkę wszelakich narkotyków i żyje się w latach siedemdziesiątych?

W cały ten szalony świat jesteśmy wprowadzani przez narratora, którym jest główny bohater. I tutaj pierwszy plus dla 'Las Vegas parano' - głos Johnnego Deppa pasuje do tej roli jak ulał. Chociaż z biegiem czasu przestaje robić wrażenie, to na początku z pewnością pozwala lepiej wczuć się w paranoiczny klimat filmu.

W sumie to szkoda, że tylko na początku jest on tak intrygujący, bo im dłużej film trwa, tym bardziej wszystko staje się nudne i monotonne, bo w końcu jak długo można oglądać dwóch naćpanych kolesi? No ale trzeba przyznać, że poniżej pewnego poziomu, pomimo kilku słabszych momentów, ten film nie schodzi.

Pewnie duża w tym zasługa świetnego duetu aktorskiego: Depp - del Toro. Szczególnie ten pierwszy zasługuje na słowa uznania - to już kolejny film w którym wcielił się w postać nie do końca normalną i zrobił to rewelacyjnie. Jak dla mnie to jeden z najlepszych aktorów (o ile nie najlepszy) naszych czasów.

I chociaż wydawać by się mogło, że wszystko jest takie, jakie być powinno, to niestety aż tak różowo nie jest. Bo w filmie - jak w życiu - nie można przedawkować. A po seansie jesteśmy trochę tym wszystkim przesyceni . Gdyby trwał choć trochę dłużej stałby się po prostu nudny jak flaki z olejem.

Nie zmienia to faktu, że warto go obejrzeć. Mi osobiście w trakcie oglądania kilkakrotnie kojarzył się z 'Pulp Fiction', chociaż to skojarzenia bardzo luźne. Bliżej mu już do 'How high' które przyszło mi do głowy, gdy pisałem tą recenzję. Chociaż to oczywiście z tym też za wiele wspólnego nie ma. Ale zamiast po raz kolejny śmiać się z tych samych dowcipów w 'How high' lepiej sięgnąć po coś nowego (chociaż starszego), równie narkotycznego, ale w czym możemy (jeśli tylko chcemy) doszukać się jakiegoś głębszego sensu. A jeśli nie, to i tak powinno nam się spodobać. W każdym razie mi się podobało.
 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman