Już za niecałe 3 godziny rozpocznie się gala wręczenia Oscarów. Zanim jednak dowiemy się kto w ubiegłym roku zrobił najlepszy film, obejrzyjmy kompilację najgorszych scen w historii kina w sześciu kategoriach. Mnie osobiście rozwaliła najgorsza scena kaskaderska.
Na moment wróćmy jeszcze do Oscarów. Jeśli ktoś jest zainteresowany transmisją, to musi pokombinować. TVP nie raczyło pokazać gali na żywo, bo po co. Lepiej dać we wtorek skrót. Galę można obejrzeć na PRO7, Canal + oraz przez Internet za pomocą programu SopCast na kanale CCTV 6 Movies. Jeśli nie chce się Wam śledzić gali, to zaraz po jej zakończeniu planuję wrzucić tu wyniki najważniejszych kategorii.
I na zakończenie - wyniki ankiety , w której wypowiedziały się raptem 3 osoby, w której pytałem kto zgarnie najwięcej statuetek. Waszym zdaniem będzie to ktoś z tej trójki (wszystkie filmy po jednym głosie dostały): 'To nie jest kraj dla starych ludzi', 'Pokuta' i 'Michael Clayton'. Zobaczymy czy ktoś z Was trafił ;)
Wiem, dawno nic nie pisałem. Powody były dwa - raz że jakoś chęci i weny brakowało, dwa że problemy z komputerem miałem. W każdym razie wracam do pisania, a jak często będę pisał, to się okaże. Póki co macie coś na czasie - recenzja "Pokuty". A obok też ankieta na czasie, z pytaniem który film zdobędzie najwięcej Oscarów. W tej zakończonej nie daliście Katyniowi szansy na statuetkę. Ja byłem jedną z tych dwóch osób, które w tą nagrodę wierzą ;)
od lat: 12 czas trwania: 123 minuty cena DVD:41,49 zł moja ocena: 5/6
Ciekawa fabuła, jeszcze lepsze zdjęcia, gra aktorska stojąca na wysokim poziomie, dobrze dobrana muzyka, a wszystko to ładnie zmontowane. Przepis na film idealny? Nie, to krótki opis "Pokuty" Joe'a Wright'a. I jeśli spojrzeć na ilość nominacji do Oscarów i Złotego Globu za najlepszy film, nie tylko ja tak sądzę.
I pomyśleć, że po pierwszych minutach miałem wątpliwości co do geniuszu tego filmu. Ot, banalna historyjka romansu biednego ogrodnika Robbiego z bogatą dziewczyną z dobrego domu - Cecylią. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ich związek przetrwa, pomimo dzielących ich barier. Jednak cały ten banał kończy się, gdy na ich drodze pojawia się pewien mały problem. Problem ten ma na imię Briony i jest 13-letnią siostrą Cecylii.
I tak na dobrą sprawę, od momentu ujawnienia się wspomnianej przeszkody akcja zaczyna zwalniać. Ktoś tu może powiedzieć - no to skoro akcja zwalnia, to będzie nuda. Wbrew pozorom wcale tak nie jest. To właśnie ta spokojna, z pozoru pozbawiona ważnych wydarzeń część filmu jest jego najmocniejszą stroną.
Nie ważne jest jednak tempo, bo nie ono sukces gwarantuje. Sukces może jedynie zaplanować inteligentne rozplanowanie całej akcji. A w tej dziedzinie mistrzostwo osiągnął Joe Wright. Każda scena zdaje się być dokładnie przemyślana. Każda scena zdaje się być zaplanowana co do sekundy. A jakby tego było mało, każda zabawa z chronologią jest uzasadniona. W tym filmie nie ma miejsca na przypadek.
Jest też coś, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością. I myślę, że właśnie dzięki temu "Pokuta" odnosi aż taki sukces. Już po pierwszych kilkunastu minutach zaczynamy darzyć bohaterów jakimiś uczuciami. Nie wiem na czym polega ten fenomen. Wiem za to, że dawno nie zdarzyło mi się tak bardzo wczuć się w losy bohaterów, jak udało mi się w przypadku Robbiego i Cecilii. Dawno też nie darzyłem żadnego bohatera filmowego taką antypatią jak Briony.
Gdyby nie te emocje, po filmie nie zostało by prawie nic. Dawał by on satysfakcję, ale raz że znikomą, dwa że na krótką. A tak po seansie mamy poczucie obejrzenia czegoś ponadprzeciętnego. Dzisiaj takich filmów się nie robi. Dzisiaj trzeba szybko, z efektami i niewyszukanym humorem. Tego w filmie Wrighta nie ma. Jest coś innego.
Coś głębszego, bardziej zapadającego w pamięć. I co ważniejsze jest satysfakcja po seansie. Właściwie oglądanie "Pokuty" można porównać do układania puzzli. Niby wiemy od początku jak końcowy obraz ma wyglądać. Jednak w trakcie układania pewnych elementów brakuje. W końcu jednak je znajdujemy. Nie wszystkie na raz, nie na sam koniec. Stopniowo, krok po kroku układanka zaczyna tworzyć całość. I gdy już widzimy efekt końcowy jesteśmy zaskoczeni – jest jeszcze lepszy niż początkowo myśleliśmy. Dokładnie tak samo jest z „Pokutą”.
Coś mi się wydaje, że znowu zaniedbałem trochę pisanie recenzji ;) Ale cóż, ostatnio jakoś nie mam chęci zbytnio... Nie mniej jednak będę się starał trzymać tak ze 4 na miesiąc. A i z boku macie znów ankietę - głosujcie, bo nie powiem, ale głosy w tej ankiecie dla mnie dość ważne są. I ta jest ostatnia z serii 'Która recenzja...' ;)
od lat: 12 czas trwania: 120 minut cena DVD:36,99 moja ocena: 5/6
Kino czeskie jest bez wątpienia jednym z najbardziej charakterystycznych w całej Europie. Specyficzny humor oraz umiejętność lekkiego spojrzenia na każdy temat, to cechy, które przypisuje się większości produkcji naszych południowych sąsiadów. I to właśnie dzięki nim każdy film zrobiony w Czechach ma niemalże natychmiast grono wielbicieli na całym świecie. Przyznam się szczerze, że ‘Obsługiwałem angielskiego króla’ było moim pierwszym spotkaniem z tym jakże specyficznym rodzajem filmów. Jednak po jego obejrzeniu wiem, że na pewno nie ostatnim. Zanim jednak w pełni przejdę do filmu, kilka słów o inspiracjach reżysera. Film powstał na podstawie książki zmarłego w 1997 roku Bohumila Hrabala. Nie jest to jednak pierwsze spotkanie reżysera – Jiriego Menzla – z prozą czeskiego mistrza. W trakcie całej swojej kariery reżyser ten niejednokrotnie opierał swoje scenariusze na twórczości Hrabala. Efektem tej współpracy jest chociażby klasyka czeskiego kina – „Pociągi pod specjalnym nadzorem” z 1966 roku. Wróćmy jednak do teraźniejszości, czyli do najnowszego dzieła Menzla. Fabuła „Obsługiwałem angielskiego króla” do bardzo skomplikowanych nie należy. Całość sprowadza się do wspomnień pewnego starszego pana, który wyszedł niedawno z więzienia. Wspomnienia te nie są jednak typowe dla kryminalisty. Ich tematem jest jego praca jako kelner w różnego rodzaju restauracjach. Niby nic ciekawego, a jednak „Obsługiwałem angielskiego króla” jest genialne w swojej prostocie. A przy tym bardzo nienachalnie zadaje ambitniejsze pytania, choćby o to, co tak na prawdę może człowieka uszczęśliwić. Nasz bohater na nadmiar szczęścia narzekać w swoim życiu nie mógł - przez swój niski wzrost było mu znacznie trudniej niż innym. Paradoksalnie jednak to jego wzrost kilkakrotnie pomógł mu osiągnąć sukces. I tu pojawia się kolejny paradoks – za każdym razem przez ten sukces tracił swoją pracę. Cała ta opowieść o jego wzlotach i upadkach prowadzona jest w genialny sposób. Tempo jest spokojne, niczym życie w dawnych Czechach. Dzięki temu, że reżyser nie spieszy się w opowiadaniu niemal cały czas odczuwamy sielankową atmosferę. Nawet w czasie II wojny światowej nie zobaczymy walki znanej z polskiej kinematografii. Tam nie ma czołgów na ulicach, nie ma też krwi, a wszyscy są zaskakująco spokojni. Zresztą w filmie pojawia się nawet zdanie, które jakże trafnie charakteryzuje czeski naród: „My, Czesi, nie walczymy”. Budowaniu tej szalenie pozytywnej atmosfery pomaga też główny bohater - Jan Díte. Od samego początku budzi on naszą sympatię, jest prawie zawsze uśmiechnięty, a w dodatku ma twarz na tyle sympatyczną, że nie sposób go nie lubić. I nawet gdy postępuje nie do końca tak, jak na dobrego patriotę przystało, to i tak trudno się od niego odwrócić. Zresztą w końcu spotka go kara. Świetnie dobrano też pozostałych aktorów, a szczególnie pozytywne wrażenie (zarówno pod względem wizualnym, jak i aktorskim) robi żeńska część obsady. Odbija się to znakomicie na atmosferze filmu. Wszystko to składa się na końcowy sukces. Sukces tym bardziej godny podziwu, że ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że autor przesłodził. Czeska rzeczywistość około-wojenna jest pokazana realistycznie i z dystansem. Nam - Polakom – pozostaje tylko pozazdrościć takich produkcji. A w oczekiwaniu na to, aż nasi twórcy nauczą się robić lekkie filmy z głębszym przesłaniem możemy poszerzać swoje obeznanie w kinie czeskim. Wszak jeśli wszystkie filmy Menzla są podobne do „Obsługiwałem...” żałować na pewno nie będziemy.
Święta już niebawem, tak więc przed nimi z żadną recenzją już nie zdążę. Czas więc na życzenia. Ale zanim je złożę to jeszcze podsumowanie ankiety. Następna - po świętach, gdy wrzucę tu recenzję 'Obsługiwałem angielskiego króla'. Zgodnie z Waszymi głosami zapowiedzi będą się pojawiały na początku każdego miesiąca - zaczynamy już od stycznia. Wyniki:
Zapowiedzi powinny pojawiać się tu...
...co miesiąc.
2 (50%)
...co tydzień
1 (25%)
...tak rzadko jak to możliwe - są kompletnie zbędne
1 (25%)
...co dwa tygodnie
0 (0%)
A teraz życzenia :)
Wszystkim moim czytelnikom życzę przede wszystkim zdrowia, szczęścia i radości w te święta, byście poczuli prawdziwą, nie tą komercyjną, magię świąt. A w sylwestra życzę Wam szampańskiej zabawy ;) I oczywiście obejrzenia wielu dobrych filmów w nowym roku ;)
Ankieta zostaje oficjalnie zakończona. Ostatni głos, który przybył, ten na 1408, jest mój - z tej recenzji po jej napisaniu byłem najbardziej zadowolony (jak widać chyba nie do końca słusznie ;) ). A oto wyniki:
Planet Terror
3 (37%)
Las Vegas parano
3 (37%)
Katyń
1 (12%)
1408
1 (12%)
Dogrywki póki co nie planuję, chociaż jak przybędzie kilka recenzji, to zrobię jeszcze jedną podobną ankietę. Za głosy dziękuję. Z ankiet całkiem nie rezygnuję - teraz nowe pytanie. Jakiś czas temu wrzuciłem pierwszą i jak na razie jedyną zapowiedź. Był to zwiastun 'Filmu o pszczołach'. Planuję częściej takie coś tu wrzucać częściej. Jak często? To jest właśnie pytanie w ankiecie :)
Na koniec parę słów o Nocy Kina. Mi tam się generalnie podobało, za 5 zł nie ma co więcej wymagać ;) Chociaż tak niska cena była równoznaczna z przybyciem różnych osób ;) Ale źle nie było, tłum nie był aż tak dziki, jak się spodziewałem. Co do filmów, to oceniam je tak:
Labirynt Fauna - 5/6 Niczego nie żałuję - 3/6 Obsługiwałem angielskiego króla - 5/6 Któryś z tych filmów pewnie zrecenzuję ;)
Jak co bystrzejsi zauważyli z prawej strony pojawiła się ankieta. Będę wdzięczny za każdy głos, nawet jeśli ktoś wszystkich recenzji nie zna, to nich głosuje na tą, która z tych które przeczytał jest najlepsza. Myślę, że więcej się nie ma co rozpisywać, może tylko o tym, że po jej zakończeniu (za dwa tygodnie) zrobię kolejną ;) Tak więc głosujcie :)