Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planet Terror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Planet Terror. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lipca 2009

Lesbian Vampire Killers


gatunek:
horror, komedia
reżyseria:
Phil Claydon
scenariusz:
Paul Hupfield, Stewart Williams
zdjęcia:
David Higgs
muzyka:
Debbie Wiseman
obsada:
Silvia Colloca Silvia Colloca Carmilla
Paul McGann Paul McGann Pastor
Andrew Lee Potts Andrew Lee Potts Jimmy
James Corden James Corden Fletch
Ty Glaser Ty Glaser Eva
od lat: 16
czas trwania: 88 minut
moja ocena: 4,5/6


To już chyba nowa moda w kinematografii. Gdy 2 lata temu Tarantino i Rodriguez wskrzeszali kino klasy B w wydaniu wysokobudżetowym prawdopodobnie nie sądzili, że szybko znajdą swoich naśladowców. I chociaż ich 'Grindhouse' nie osiągnął spodziewanych wyników w Box Office, to jednak producenci odkryli nową nisze - wysokobudżetowe produkcje utrzymane w kiczowatej tendencji. Na fali tego właśnie trendu powstał brytyjski film o wszystkomówiącym tytule - 'Lesbian Vampire Killers'. Oczekujecie jednak trochę więcej informacji na temat fabuły? Bardzo proszę:

Dawno, dawno temu, gdzieś w otchłaniach Hadesu, zrodziła się Carmila, Wampirza Królowa. Carmila od mężów preferowała białogłowy, a gdy wdziękiem swym uwiodła Ewę, wybrankę Barona, ów Baron zirytowany postanowił ją zgładzić. Niestety, ostatkiem sił swych Carmila zdołała rzucić na niego klątwę, głoszącą iż od tej pory każda dziewoja kończąca 18 lat w wiosce, w której się znajdowali przemieniać się będzie w wampirkę-lesbijkę. Dodatkowo gdy posoka ostatniego z rodu Barona pomiesza się z dziewicy posoką, Ona powstanie na nowo. I co się dzieje?
Dwóch kretynów przyjeżdża do owej wioski, w celach poznawczych (głównie poznawać chcą kobiece ciała). Jeden z nich oczywiście jest 'ostatnim z rodu'. Znajdzie się tam też dziewica i jej koleżanki (już nie dziewice). Jest mroczny las, jest też ksiądz prowadzący krucjatę przeciw wampirkom.

Schematyczne? A co tam! Przecież nikt tego dla fabuły nie ogląda. Tutaj liczy się przede wszystkim dobra zabawa. I wierzcie mi lub nie, ja się bawiłem całkiem przednio. To przede wszystkim za sprawą humoru. Ostatnimi czasy jego brytyjska odmiana zdaje się co raz bardziej mi odpowiadać, a tu jej nie brakowało. Chociaż niewyszukane dowcipy w stylu 'Eurotripu' też się znalazły (jak choćby z Mieczem Dildo), to jednak, co ważne, potrafiły rozśmieszyć. Zresztą ich większość pochodziła z ust Fletcha, a szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego filmu bez niego.

Pozostałe postacie, co tu dużo mówić - są. Owszem na kilka niewiast miło popatrzeć, ale to wszystko. Aktorstwem nikt tu nie powala, Andrew Lee Pottsjest, jako Jimmy jest dość drętwy, ale i tak lepszy niż Nicolas Cage w jakiejkolwiek roli. Jeśli koniecznie kogoś miałbym wyróżnić, postawiłbym na Paula McGanna wcielającego się w księdza , chociaż to raczej zasługa bardzo dobrze napisanej roli. Trochę szkoda, że zabrakło w obsadzie osoby tak wyrazistej jak Wray w 'Planet Terror'.

Trzymając się porównania do 'Planet Terror' nie było też tak wciągającej akcji. Właściwie pod koniec filmu przestało mnie interesować to co się dzieje, bo wszystko i tak zmierzało do oczywistego finału. Jedyne na co czekałem, to jakieś śmieszne teksty. Film ten można by było przyciąć ze spokojem o jakieś 20 minut, no ale wtedy miałby coś koło godziny. I dlatego momentami oglądając miałem wrażenie, że scenarzyści pisząc myśleli: 'w sumie to można by już przejść do meritum, ale będzie za krótko, to niech się jeszcze wróci po coś tam'. Ni to zaskakujące, ni zabawne, a już na pewno niepotrzebne.

Wracając do pozytywów, 'Lesbain Vampire Killers' było całkiem przyjaźnie zmontowane. Te wszystkie przejśćia między scenami i podpisy trochę jak w 'Heroesach' (serialu w sensie) nadawały odpowiedniego charakteru. Nie zabrakło też kilku niezapomnianych motywów, jak choćby dziewczyny mówiącej ciągle 'yaaaa' i wilkołaka geja! Wręcz urocze.

Ale oczywiście nie każdemu muszą się tego typu żarty podobać. Mało tego, jestem przekonany, że większości osób się ten film nie spodoba. W końcu nie każdy lubi świadomie oglądać produkcje z założenia ocierające się o kicz i absurd. Nie mniej jednak warto spróbować. Tym bardziej jeśli do gustu przypadł Ci 'Planet Terror', szanse na dobrą zabawę podczas 'Lesbian Vampire Killers' się zwiększają.

sobota, 29 grudnia 2007

Filmowe podsumowaie roku 2007

Rok 2007 powoli się kończy, czas na jego podsumowanie. Składać się będzie ono z dwóch części - w pierwszej najlepsze filmy jakie ja widziałem, a które miały polską premierę w 2007 roku. W drugiej filmy których nie widziałem, a które obejrzeć powinienem, bo są generalnie zaliczane do najlepszych z minionego roku.

Najlepsze filmy 2007 (z tych które widziałem):

1. Mała Miss - Oscar za najlepszy scenariusz oryginalny w pełni zasłużony. Film który urzekł w tym roku najbardziej. Ciepły, lekki, ale z ambitniejszym przesłaniem.
2. Grindhouse: Death Proof - Tarantino filmy robi rzadko, ale jak już zrobi to jest na co patrzeć. Rozrywka w najczystszej postaci, na najwyższym poziomie. Chociaż jakiegoś głębszego sensu też się można doszukać.
3. Obsługiwałem angielskiego króla - mój pierwszy kontakt z czeskim kinem, jak najbardziej pozytywny. Wkrótce zresztą będziecie mogli przeczytać jego recenzję mojego autorstwa.
4. Labirynt Fauna - świetna, baśniowa opowieść. Ma w sobie tą magię, jaką kino tego typu mieć powinno.
5. Pan Zemsta - pierwsza część trylogii zemsty Chan-wook Parka. I chociaż moim zdaniem Oldboy był znacznie lepszy, Pan Zemsta też robi ogromne wrażenie.
6. Ostatni król Szkocji - w zasadzie popis jednego aktora - Foresta Whitakera. I właśnie dla niego trzeba ten film obejrzeć.
7. Grindhouse: Planet Terror - Rodriguez bawi się kinem jeszcze bardziej niż Tarantino w Death Proof. Jak ktoś wie o co chodzi w Grindhousie, to mu się spodoba.
8. Życie na podsłuchu - o przemianie złego Niemca w dobrego. Kawał dobrego kina zza naszej zachodniej granicy.
9. Piraci z Karaibów: Na krańcu świata - trzecia i być może ostania część pirackiej trylogii z genialnym Johnnym Deppem w roli Jacka Sparrowa. Równie udana co poprzednie.
10. 1408 - film trochę niezasłużenie się tu znalazł, bo widziałem lepsze od niego, o których tu nie wspomniałem. Ale to dziesiąte miejsce jest za to, że jest to najlepszy horror jaki widziałem w minionym roku. I co najważniejsze jest to horror który straszy klimatem(nie do końca doskonałym), a nie flakami i krwią.

Wyróżnienia:

* Śniadanie na Plutonie - gdyby nie to, że premierę miał pod koniec zeszłego roku był by w pierwszej piątce. Tak jest tylko wyróżnienie. Film ten pokazuje, że do tematu transseksualistów można podejść w sposób lekki.
* Opowieść o dwóch siostrach - horror made in Korea, czyli straszące, ciemnowłose dziewczynki są nieuniknione. Ale rożni się on od wszystkich Ringów i Klątw tym, że trzeba przy nim bardziej wysilić umysł.

(Być może) najlepsze filmy 2007:

1. 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni - wstyd, że nie widziałem - Złota Palma w Cannes i powszechna opinia filmu roku 2007.
2. Inland Empire - najnowszy film Davida Lyncha, w dodatku kręcony w Polsce z udziałem Polaków. Dla mnie ta premiera to jedno z ważniejszych wydarzeń roku.
3. Ratatuj - ponoć najlepsza animacja od czasów Shreka.
4. Shrek Trzeci - pozostając w temacie animacji - klasyka. Jeśli nawet Shrek jest w słabszej formie, to i tak warto go obejrzeć.
5. Pora umierać i Sztuczki - ex aequo - dwa najważniejsze i ponoć najlepsze, polskie filmy 2007 roku.
7. Zodiak - najnowszy film twórcy Siedem i Fight Clubu. To już wystarcza za rekomendację.
8. Film o pszczołach - gdybym obejrzał, pewnie bym go do rankingu nie pchał. Ale nie widziałem i póki co łudzę się, że ma w sobie ogromny potencjał.

niedziela, 11 listopada 2007

ENEMEFY wracają!

Ja po tytule wiadomości widać wracają enemefy, po baaardzo długiej przerwie (chyba od maja nic nie było w Poznaniu). I to powrót nie byle jaki bo podwójny.
Pierwszy maraton, to Noc z najlepszymi filmami 2007 roku:
W repertuarze jak widać obok:

# 300 (moja ocena 4,5/6)
# Simpsonowie Wersja Kinowa (nie widziałem)
# Grindhouse v.1: Death Proof (moja ocena 5,5/6)
# Grindhouse v.2: Planet Terror (moja ocena 5/6)

Jeśli chodzi o termin maratonu, to odbędzie się on 30.11.2007. Przedsprzedaż biletów od poniedziałku. Generalnie, to proponuję, żeby chętni mi dali jakoś znać, najlepiej w komentarzach, bo tradycyjnie jak zbiorę kasę, to pojadę i kupię bilety wszystkim - będą wtedy miejsca obok siebie. Cena biletów: 20 zł, ALE ja mam bilet z poprzedniego maratonu, więc będzie co najwyżej 18 zł. A jak się uda i dostanę zniżkę smsem to i po 15 będzie :)
A na stronie enemefów (czyli tutaj) można głosować na kolejność filmów. Ja jestem za taką: Simpsonowie, Planet Terror, Death Proof, 300.

No to co, kto chętny?

______________________

Drugi maraton, to Noc Piratów z Karaibów:
Repertuar, to cała trylogia piracka, czyli Piraci z Karaibów...
# ...i Klątwa Czarnej Perły (moja ocena 5/6)
# ...i Skrzynia Umarlaka (moja ocena 5/6)
# ...Na Krańcu Świata (moja ocena 5/6)

Ten maraton jest dwa tygodnie później, mianowicie w piątek, 14 grudnia 2007. Przedsprzedaż też od tego poniedziałku. Na ten maraton akurat iść mi się chce średnio - jeśli ktoś by był chętny, to fajnie, a jak nie to trudno. Czyli tak samo jak wyżej - jeśli ktoś jest zainteresowany niech się odezwie, albo wpisze to w komentarzu, wtedy się pomartwię o bilety ;) Te w cenie normalnej 20 zł. Ale z biletem z poprzedniego maratonu będą po 18 zł, a ze zniżką po 17 zł. Jakie ja będę mógł kupić? To się okaże, liczę że co najmniej po 18 zł.
Reszta informacji na stronie tutaj
Tu akurat na kolejność nie ma co głosować (chociaż też można), bo jest chyba tylko jedna słuszna ;)

sobota, 3 listopada 2007

Planet Terror

To zaczynamy - obiecana recenzja 'Grindhouse: Planet Terror'. Wszelkie uwagi mile widziane :)


tytuł oryginalny:

Planet Terror
gatunek:
akcja, horror, sci-fi
reżyseria:
Robert Rodriguez
scenariusz:
Robert Rodriguez
zdjęcia:
Robert Rodriguez
muzyka:
Graeme Revell, Robert Rodriguez, Carl Thiel
obsada:
Rose McGowan Rose McGowan Cherry
Freddy Rodríguez Freddy Rodríguez Wray
Michael Biehn Michael Biehn Szeryf Hague
Jeff Fahey Jeff Fahey J.T.
Josh Brolin Josh Brolin Dr William Block
Marley Shelton Marley Shelton Dr Dakota Block
od lat: 18
czas trwania: 105 minut
cena DVD: 24,90
moja ocena: 5/6


Na ten film wszyscy fani duetu Tarantino-Rodriguez czekali z niecierpliwością. Niecierpliwością tym większą, że pierwsza część Grindhouse’u (‘Death Proof’), pozwalała mieć nadzieję na coś równie mistrzowskiego. I chociaż ‘Planet Terror’ swojego filmu-bliźniaka nie przebija to i tak powinniśmy wyjść z kina zadowoleni.

Oczywiście nie ma co się nastawiać na coś podobnego do produkcji Tarantino. Fakt, obaj twórcy składają hołd kinu klasy D i bawią się nim, jednak robią to w zupełnie innym stylu. I zdaje się, że więcej zabawy w zabawie znajdziemy u Rodrigueza. Już sama fabuła igra z całą masą filmów o zombie (przede wszystkim z tymi, które mają „żywe trupy” w tytule). Oryginalnością więc nie grzeszy:

Oto w jednym z teksańskich, spokojnych miasteczek zaczyna dziać się coś niepokojącego - ludzie zgłaszają się do szpitala (tu akurat już wcześniej działy się dziwne rzeczy) z nietypowymi ranami. Jak się wkrótce okazuje rany te są wynikiem działania zombie, a każdy ugryziony po pewnym czasie przeobraża się potwora, chyba że wcześniej zostanie zjedzony. Jedyna nadzieja dla ludzkości w nielicznej grupce ocalałych z beznogą ex-tancerką go go – Cherry (Rose McGowan) i jej ex-chłopakiem Wray’em.

Cała masa ściągniętych z innych filmów rozwiązań nie powinna przeszkadzać, jeśli ktoś orientuje się trochę w kinie exploitation. Wie on wtedy, że nie o oryginalność tu chodzi. Fabuła jest tylko środkiem do zszokowania jak największą ilością krwi, flaków, mózgów i innych wnętrzności. I to udaje się Rodriguezowi kapitalnie. Co więcej epatuje on przemocą na tyle umiejętnie, że pomimo, iż niektóre sceny niejednokrotnie przekraczają granicę dobrego smaku film chce się oglądać, a same brutalne sceny są nawet w stanie dostarczyć nam sporo rozrywki, a nawet śmiechu.

Jednak gdyby film nie prezentował sobą nic innego, tylko bezmózgą (biorąc pod uwagę niektóre fragmenty filmu, określenie jak najbardziej trafione) jatkę, nie był by w stanie nawet zbliżyć się poziomem do ‘Death Proof’. A tak, poza anormalnie dużym nagromadzeniem kiczu i krwi na jedną klatkę mamy kilka niespodzianek.

Pierwszą z nich mogą być genialne wręcz dialogi. Do tej pory wydawać by się mogło, że niedoścignionym mistrzem w tej dziedzinie jest Quentin Tarantino. Po obejrzeniu ‘Grindhouse vol. 2’ możemy z całą pewnością stwierdzić, że Robert Rodriguez sporo się od swojego przyjaciela nauczył. I jeśli porównywać by ‘Death Proof’ i ‘Planet Terror’ pod tym względem, to ta druga produkcja swojego poprzednika deklasuje. Chociaż oczywiście do ‘Pulp Fiction’ jeszcze trochę brakuje

Warto podkreślić, że za świetnymi dialogami stoją też rewelacyjne sceny, z jeszcze lepszymi motywami. Kurtka Wray’a, termometr doktora William’a Block’a czy rozmaite ‘talenty’ potrafią nieźle rozbawić swoją absurdalnością. Dowcipów zresztą jest tu pełno, w dodatku podanych w przeróżnych formach, z groteską i czarnym humorem na czele. Widać, że Rodriguez musiał się świetnie bawić podczas kręcenia tego filmu.

Zresztą podobną frajdę z grania musieli mieć też aktorzy, tak się przynajmniej wydaje po obejrzeniu filmu. Nie znaczy to wcale, że zagrali źle – wręcz przeciwnie! Widać, że godziny spędzone na oglądaniu filmów klasy D sprawiły, że każdy wczuł się w swoją rolę znakomicie. I chociaż trudno tu kogoś konkretnie wyróżnić mi najbardziej w pamięci został Freddy Rodriguez jako Wray. Nie potrafię sobie wyobrazić, żeby ktoś zagrał jego postać jeszcze lepiej. Na ogromne wyróżnienie zasługuje też odtwórczyni roli Cherry - Rose McGowan. Narzeczona Roberta Rodrigueza z pewnością nie miała łatwego zadania – na planie musiała poruszać się ze specjalną konstrukcją, by później jej ruchy z karabinem-nogą były bardziej wiarygodne. I opłaciło się! W jej delikatnej nieporadności podczas przemieszczania się jest coś tak ujmującego, że aż się chce powiedzieć ‘I like the way you move’!

Poza wspomnianym duetem wyróżniłbym doktora Blocka, czyli Josha Brolina. Jego gra, szczególnie w szpitalnej części filmu, sprawia że zaczynamy doceniać naszą polską służbę zdrowia. Warto też zwrócić uwagę na jego filmowego synka – Tony’ego. W rzeczywistości jest on synem samego Roberta Rodrigueza, tak więc ostatnia scena z jego udziałem może szokować.

Ciut gorzej niż całość prezentuje się ścieżka dźwiękowa do tej produkcji. Jeśli rozpatrywać ją jako osobną płytę, do słuchania w domu nie ma się zbytnio czym zachwycać, poza rewelacyjnym głównym tematem muzycznym i ciekawą interpretacją piosenki „Too drunk to fuck” w wykonaniu Rose McGowan. Pozostałe utwory, w większości autorstwa reżysera, opierają się w dużej mierze na tym samym motywie. Podczas oglądania „Planet Terror” to jednak nie przeszkadza, ba, w zestawie z filmem ta muzyka wydaje się o wiele lepsza niż jest w rzeczywistości.

Jeszcze gorzej niż strona dźwiękowa prezentuje się strona wizualna. Z tym że to akurat duży plus, bo o to chodziło. Stylizacja taśmy na bardzo zużytą wyszła sto razy lepiej w drugiej części Grindhouse’u – jest zdecydowanie bardziej zniszczona, a w dodatku wiąże się z nią jeszcze jedna niespodzianka, ciekawsza niż zmiana kolorów na czarno-białe, czy nagłe zniknięcie fragmentu, które otrzymaliśmy w ‘Death Proof’.

Wielu z Was chciałoby zapewne wiedzieć, czy reżyserzy ‘Grindhouse’ pokusili się o jakieś dodatkowe smaczki, łączące ich produkcje. Otóż można się doszukać pewnych podobieństw, jednak nie ma ich zbyt wiele, a w dodatku trudno je przeoczyć.

I na koniec słów kilka o czymś co generalnie z ‘Planet Terror’ wspólnego ma niewiele, ale jednak leci bezpośrednio przed nim – zwiastunie ‘Machete’ (niestety otrzymujemy tylko jeden zwiastun, ale za to ten który jest ponoć najlepszy). Zapowiedź ta miała z założenia zachęcać do obejrzenia dzieła fikcyjnego, którego nie ma, nie było i nie będzie. Stało się tak, że ten krótki filmik wyszedł kapitalnie, a historia w nim opowiedziana jest na tyle dobra, że prawdopodobnie powstanie pełnometrażowy film na jego podstawie. Jeśli reżyserował by go Rodriguez moglibyśmy mieć pewność, że dostaniemy dzieło wybitne. Ale ktokolwiek stworzy ‘Machete’ trzeba to będzie zobaczyć.

Jak widać na „Planet Terror” wybrać się warto, a nawet trzeba. Pozycja ta, ze względu na projekt „Grindhouse”, niewątpliwie jest już kultowa. Niestety nie oznacza to, że każdemu przypadnie do gustu. Jednak jeśli ktoś jest w stanie pojąć dlaczego dzieło to ma tak makabryczny charakter i nie straszne są my żadne flaki, czy inne wnętrzności z kina powinien po seansie czuć się usatysfakcjonowany.

 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman