Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 grudnia 2009

Telewizyjny przewodnik świąteczny

Dziś wigilia, czas niezwykły, jedny taki dzień w roku. A w zasadzie wieczór, w którym dzieją się cuda. Aktualnie pewnie wielu z Was zajmuje się ostatnimi porządkami, być może ubieraniem choinki, spóźnialscy kupują ostatnie prezenty. Korzystając z okazji życzę Wam na ten świąteczny czas odrobiny wytchnienia, spokoju i odpoczynku od codziennego zgiełku. Aby ta wigilijna wieczerza była czasem niezapomnianych spotkań z rodziną, a pod choinką aby znalazły się wymarzone prezenty. Niech to będzie czas niezapomniany dla każdego z Was.
Być może w te święta znajdziecie chwilkę, na to by zasiąść przed telewizorem. Co prawda stacje nas w tym roku nie rozpieszczają, ale i tak znajdzie się kilka filmów godnych uwagi. Poniżej ich lista:

Wigilia, 24.12.2009


Kevin sam w domu - 19.30-21.35, Polsat - Świąteczny evergreen. Chyba nic więcej nie muszę pisać ;)

Terminal - 20.00 -22.25, TVN - Tom Hanks uwięziony na lotnisku. Leciał wiele razy, ja go jeszcze nie widziałem.


Boże Narodzenie 25.12.2008

Wpuszczony w kanał - 12.35 - 14.10, TVN - Bodajże jedyna sensowna premiera w telewizjach darmowych. Dla niewtajemniczonych - animacja o domowym szczurze, który wpada w tytułowy kanał, gdzie spotyka swoich dzikich towarzyszy.

Kevin sam w Nowym Jorku - 19.30 - 21.50, Polsat - Druga odsłona świątecznego hitu, równie udana, równie legendarna.

Krucjata Bourne'a - 20.10 - 22.05, TVP 1 - Ponoć jeden z lepszych filmów akcji ostatnich lat. Idealna okazja żeby nadrobić zaległości i w końcu obejrzeć.

Szklana pułapka - 21.50 - 0.30, Polsat - Polsat funduje święta w stylu klasycznym - po dwóch Kevinach mamy okazję zobaczyć nieśmiertelnego Bruce'a Willis'a.

Plan lotu - 23.25 - 1.10, TVP 2- Film mało świąteczny, bo thriller, o znikającej z pokładu samolotu dziewczynce. Ponoć trzyma w napięciu.


Drugi Dzień Świąt 26.12.2008


Artur i Minimki - 15.45-17.45, Polsat - Kolejny animowany familijny hit, oryginalny o tyle, że francuski. Sygnowany nazwiskiem Luca Bessona, który jest klasą samą w sobie.

Harry Potter i więzień Azkabanu - 20.00-22.40, TVN - Podobno to najlepsza ze wszystkich części Pottera. Ja za pierwszym razem jej nie doceniłem, może tym razem mi się uda?

Ranczo Wilkowyje - 20.10 - 22.00, TVP 1 - Filmowa wersja serialowego hitu. Ponoć nie tylko dla fanów, którzy każdy odcinek znają na pamięć.


Ja więc widzimy, w święta telewizja nas nie rozpieszcza, ale może to i dobrze? Na zakończenie, w ramach nazwijmy to prezentu piosenka, z najlepszego filmu świąteczno-miłosnego:



Ze świątecznymi pozdrowieniami,
Pawcio

niedziela, 13 grudnia 2009

Filmowe podsumowanie roku, cz. 1

Przez ostatnie dwa lata filmowe podsumowanie roku na moim blogu pojawiało się w jednej notce. Wyglądało to różnie, raz było za dużo wszystkiego i wkradł się przez to chaos, w zeszłym roku podsumowanie było klarowne, ale za to ja nie czułem się spełniony, bo nie napisałem o wszystkim, o czym chciałem. W tym roku postanowiłem obie metody połączyć i zrobić klarowne podsumowanie, w którym napiszę o wszystkim, o czym chcę, ale w trzech odsłonach. Pierwsza już dziś. A w niej przegląd klasyki, którą dane mi było obejrzeć w tym roku oraz filmy, które najbardziej mnie zawiodły.

KLASYKA

Każdego roku staram się obejrzeć jakieś filmy, które każdy szanujący się kinoman znać powinien. W tym jestem szczególnie zadowolony - udało mi się obejrzeć kilka absolutnych evergreenów. Inna sprawa, że nie zawsze zachwyt nad konkretnymi dziełami rozumiem. W rankingu pominąłem filmy z przed roku 1990. Filmy uporządkowane w kolejności oglądania.

Ojciec chrzestny (1972) - Numer jeden w rankingu filmwebu, numer dwa w rankingu imdb. Nie znać tego filmu to wstyd, sam się sobie dziwię, że dopiero w tym roku po niego sięgnąłem. Przyznam jednak szczerze, że nie zmiótł mnie z krzesła. Jak na kino gangsterskie był bardzo spokojny, zabrakło mi w nim akcji. Ale i tak potrafił wciągnąć i zafascynować. Moja ocena: 5/6

Przeminęło z wiatrem (1939) - Jedna z milszych niespodzianek AD 2009. Chyba każdy słyszał o tym filmie. Słyszeć to jedno, a być świadomym jego długości i roku produkcji to drugie. Obie rzeczy mnie przeraziły - film z 1939 trwający prawie 4 godziny. To nie wróżyło niczego dobrego. A jednak, okazało się, że już wtedy potrafiono kręcić filmy z epickim rozmachem, wzbogacone w dodatku całkiem przyzwoitą historią. Moja ocena 4,5/6

Człowiek słoń (1980) - Właściwie, ten film równie dobrze nadawałby się do poniższego rankingu, na największy zawód. Oglądałem go na trzy razy, a to zdarza mi się rzadko, bo też rzadko nie mogę czegoś tak bardzo strawić. Za bardzo uwierzyłem nazwisku Davida Lyncha i opiniom, że to jego najlepszy film. To jego najnormalniejszy film. A to co normalne i zrozumiałe nie zawsze jest najlepsze. Poza tym za bardzo raziło mnie oczywiste przesłanie. Moja ocena 3-/6

Koszmar z ulicy Wiązów (1984) oraz Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy'ego (1985) - Grzechem byłoby mieć boks z całą serią 'Koszmaru' i go nie ruszyć. Póki co widziałem tylko dwie części sagi o legendarnym Freddym Krugerze. Jak najbardziej spełniły moje oczekiwania. Dzisiaj co prawda więcej scen bawi niż straszy, ale nie zmienia to faktu, że ogląda się całość nad wyraz przyjemnie. Moja ocena 4,5/6

Człowiek z blizną (1983) - Jeśli chodzi o kino gangsterskie - mój ulubiony film. Dopiero w tym roku odkryłem, że podobieństwo plakatów Człowieka z blizną i American Gangster wcale nie jest przypadkowe. Klimat obu filmów jest podobny, możemy poczuć, jakbyśmy sami poruszali się po świecie bohaterów. Pomimo podobnej oceny zdecydowanie wolę Scareface od Godfather. Moja ocena 5/6

Ojciec chrzestny 2 (1974) - Największe nieporozumienie AD 2009. Nie pojmuję tego, jak ten film może być tak wysoko we wszelkiej maści rankingach, jak można stawiać go wyżej niż część pierwszą. Broni się co prawda aktorsko, ale sam scenariusz jest niepotrzebnie rozciągnięty i w dodatku koncept porównywania dwóch ojców chrzestnych do mnie nie trafia. Wieje nudą. Moja ocena 3=/6

ZAWODY

Kilka filmów, które mnie zawiodły pojawiło się już wyżej. Pozostałe tutaj. Ranking jest jakby dwuczęściowy - pierwsza szóstka to filmy, które swoją polską premierę miały w 2009 roku, ostatnia czwórka to te, które premierę miały wcześniej. Im film wyżej w swojej części rankingu, tym większy sprawił mi zawód.

  1. Tulpan (2008) - Dla mnie to gówno udające diament. Ktoś wpadł na genialny pomysł - pojedziemy na step, pokręcimy trochę ludzi, trochę krajobrazów i wyjdzie arcydzieło, którego pewnie nikt nie zrozumie, każdy będzie interpretował inaczej, ale będą się zachwycać. Ja się nie zachwycam. Emocji prawie nie ma, step jest nudny, a w dodatku wygląda to jak kazachski Big Brother. Moja ocena 1/6
  2. Gomorra (2008) - Być może ja nie mam szczęścia do kina gangsterskiego, albo po prostu go nie rozumiem. Dostrzegam za to pewne podobieństwo do Tulapana - tu też ktoś próbował zrobić coś w stylu reality show, tym razem mafijnego. I stąd mamy wrażenie, jakby kamerzysta snuł się bez celu wśród mafiosów, z grubsza niczym nie różniących się od dresów z pod bloku. Z kamerą wśród zwierząt? Wolę discovery. Moja ocena: 2/6
  3. Milczenie Lorny (2008) - Film sam w sobie tragiczny nie jest. Mój problem z nim polegał na tym, że miałem wobec niego zbyt wielkie oczekiwania, stąd też zawód spory. Być może nie do końca odpowiada mi stylistyka filmów braci Dardenne, bo podobny problem miałem z ich Dzieckiem. Na plus można zaliczyć na pewno to, że losy głównej bohaterki nie są nam obojętne. Przynajmniej do czasu, gdy autorzy nie zaczęli kombinować i wymyślili całkiem nierealne zakończenie. Moja ocena 3/6
  4. Harry Potter i Książę Półkrwi (2009) - Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Dla mnie za dużo było tam miziania się, za mało magii. Scena z różdżkami na końcu przelała czarę goryczy. Najgorszy Potter, jakiego widziałem. Moja ocena 3/6
  5. Madagascar 2 (2008) - Kolejna ofiara zbyt wygórowanych oczekiwań. Sam w sobie jest znośny, chwilami nawet zabawny. Ale na pewno nie lepszy od pierwszej odsłony. Moja ocena 3/6
  6. Coco Chanel (2009) - Spodziewałem się fascynującej historii o życiu najsłynniejszej projektantki świata. Otrzymałem opowieść o jej miłościach. Nudne to i schematyczne, ale da się oglądać bez boleśnie. Moja ocena 2,5/6
  7. Nieodwracalne (2002) - Zdecydowanie przereklamowany film. Widać, żeby było o filmie głośno wystarczy wstawić stosunkowo ostrą scenę gwałtu, a jak odwróci się kolejność wydarzeń, to w dodatku połowa widzów okrzyknie go arcydziełem. Do mnie ten koncept nie trafił. Moja ocena 2/6
  8. Kung Fu Panda (2008) - Aż wierzyć mi się nie chce, że to jedna z najlepszych animacji ubiegłego roku. Dla mnie była nudna i w ogóle niezabawna. Wall.E pobił pandę, tak jak Pudzianowski niedawno Najmana. Moja ocena 2/6
  9. Happy-Go-Lucky, czyli co nas uszczęśliwia (2008) - Film o kobiecie która zamiast uszczęśliwiać irytowała. Nazwijcie mnie zgredem, ponurakiem, jak chcecie. Ale na prawdę nie widzę nic zabawnego w tym, że główna bohaterka uparcie usiłuje jeździć w szpilkach, mimo że jej instruktor jej to odradza. Moja ocena 2,5/6
  10. Tajne przez poufne (2008) - Nie będę śmiał się z filmu, tylko dlatego, że reżyserują go Coenowie. Humor do mnie nie trafił, za to aktorsko wyszło rewelacyjnie. Problem w tym, że to za mało, jak na film sygnowany takimi nazwiskami. Moja ocena 4/6

Tyle w tym tygodniu. Kolejną część podsumowania postaram się zamieścić jakoś w przyszły weekend. Aczkolwiek nie gwarantuję niczego, ponieważ mój komputer odmówił posłuszeństwa, więc muszę sobie radzić inaczej.

piątek, 21 sierpnia 2009

Harry Potter i Książę Półkrwi


tytuł oryginalny:

Harry Potter and the Half-Blood Prince
gatunek:
familijny, fantasy, przygodowy
reżyseria:
David Yates
scenariusz:
Steve Kloves
zdjęcia:
Bruno Delbonnel
muzyka:
John Williams, Nicholas Hooper
obsada:
Daniel Radcliffe Daniel Radcliffe Harry James Potter
Rupert Grint Rupert Grint Ronald "Ron" Weasley
Emma Watson Emma Watson Hermiona Granger
Tom Felton Tom Felton Dracon "Draco" Malfoy
Bonnie Wright Bonnie Wright Ginny Weasley
Alan Rickman Alan Rickman Profesor Severus Snape
Michael Gambon Michael Gambon Profesor Albus Dumbledore
Evanna Lynch Evanna Lynch Luna Lovegood
Jessie Cave Jessie Cave Lavender Brown
Helena Bonham Carter Helena Bonham Carter Bellatrix Lestrange
od lat: 12
czas trwania: 155 minut
cena DVD: aktualnie w kinach!
moja ocena: 3/6


"No ale jak zachwyca, jak nie zachwyca?"
Mógłbym zacytować tutaj Gombrowicza, bo mimo że wszyscy na około pieją z zachwytu nad najnowszą odsłoną Harrego Pottera, ja jakoś nie jestem do niej przekonany. Właściwie to uważam ją za zwykłego średniaka, który do książki się nie umywa. Ale jeśli reżyser nakreśla wątki pod widownię masową, a nie osobę z książkami zapoznaną, nie można spodziewać się więcej.

Fabularnie było o czym opowiadać. Oto świat magii staje przed wielkim zagrożeniem. Sami-Wiecie-Kto powraca, werbuje swoją armię Śmierciożerców i planuje atak na Hogwart. W tym celu wyznacza specjalną misję Darco Malfoyowi. W między czasie tajemniczo, acz regularnie znika gdzieś profesor Dumbledore. Co się za tym wszystkim kryje dowiadujemy się w ostatnich 30 minutach, najlepszym fragmencie filmu. Wcześniej otrzymujemy uczuciową papkę. I to nawet nie dla nastolatków.

Przez pierwsze dwie godziny reżyser zaserwował nam śliczną brazylijską telenowelę, z domieszką magii. Hermiona (Emma Watson) kocha się w Ronie (Rupert Grint), Ron kocha się w Lavender Brown (Jessie Cave). Potter (Daniel Radcliffe) kocha się w Ginny (Bonnie Wright), Ginny kocha się w Deanie Thomasie (Alfie Enoch). I tak przez grubo ponad pół filmu. Och, jacy oni są nieszczęśliwi, chciałoby się krzyknąć. Problem polega na tym, że gdyby nie to, że non stop bohaterowie gadają o tej miłości, w ogóle nie było by jej widać na ekranie. Poza tym to wszystko strasznie schematyczne. Nie wymagam, żeby Hermiona, Harry i Ginny stworzyli trójkącik, ale trochę pokombinować można było i w najlepszym wypadku zrezygnować chociażby z takiego afiszowania wątku Ron-Lavender-Hermiona. Choć akurat w tym motywie sytuację ratuje trochę Emma Watson, której postać była napisana o tyle dobrze, że było widać jej uczuciowe problemy. A ona zrobiła swoje.

Zresztą aktorką jest nieprzeciętną, co udowodniła w częściach poprzednich. Przyznam jednak, że mam do niej słabość, więc trochę obiektywizmu może mi brakować. Pozostali aktorzy, poza Evanną Lynch (Luna Lovegood) i Heleną Bonham Carter (Bellatrix Lestrange) wypadli słabo, albo przeciętnie. Daniel Radcliffe niczym nie zachwycił, Rupert Grint miał jedynie przebłyski, Michael Gambon (Dumbledore) nie miał czego zagrać, a Alan Rickman (Severus Snape) był drętwy. Wróćmy jednak do dwóch wspomnianych drugoplanowych postaci - Luna Lovegood najprawdopodobniej zdołała olśnić wszystkich już w poprzedniej części. Ja niestety widziałem ją pierwszy raz dopiero w tej odsłonie, stąd mój zachwyt trochę spóźniony, ale nie da się ukryć, że Luna miała w sobie więcej magii niż cały film. Natomiast Helena Bonham Carter to już klasa sama w sobie. Role pokręconych kobiet wyraźnie jej pasują (popatrzmy chociażby na 'Demonicznego golibrodę'), a za wcielenie się w Bellatrix ze spokojem powinna otrzymać nominację do Oscara, a kto wie, czy nie statuetkę. Czas pokaże.

Bardzo pozytywnie na tle tej całej miernoty wypadają zdjęcia. Wszelkiej maści krajobrazy ukazane są bardzo majestatycznie i wprawiają w prawdziwy zachwyt. Poza tym, tam gdzie ma być mrocznie, mrocznie jest i to właściwie w dużej mierze zdjęcia przesądzają o sukcesie końcówki filmu (scena w jaskini), bo to one tworzą tam klimat.

Wiele zastrzeżeń mam natomiast do muzyki. Była bardzo słabo dopasowana i jakoś nie zawsze współgrała z tym, co pojawiało się na ekranie. Raz wjeżdża jakieś pianinko, raz gra cała orkiestra. Wszystko to takie byle jakie i byle gdzie. Pół produkt muzyczny. Może na płycie się jeszcze sprawdzi, ale z obrazem już nie. I to bodajże pierwsza część, w której muzyka mi nie odpowiadała.

Na koniec zostawiłem sobie najbardziej smakowity kąsek. Do skrytykowania oczywiście. Mianowicie chodzi mi o zgodność filmu z książką. Czy mógłby mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego pozostawiono podtytuł Książę Półkrwi? Ja rozumiem, że w książce odgrywał on istotną rolę, ale w filmie? Przecież Książę nie pomógł Harremu zdobyć Ginny. W kontaktach na linii Ron i Hermiona też się nie wykazał. Skrobnął co prawda kilka notatek w podręczniku, który wpadł w ręce Pottera, ale przecież to jakiś wątek poboczny, czasowypychacz. Tak odebrałbym tę postać, gdyby nie to, że czytałem drukowany pierwowzór. Tam jego znaczenie i wpływ książki i notatek na młodego czarodzieja był jakoś zaznaczony. W filmie od czasu do czasu reżyser sobie o tym przypominał, wstawiał scenkę, w której Potter trzymał/czytał książkę Księcia Półkrwi, po czym wracał do swoich amorków. A zakończenie w którym ów Książę przyznaje się do swojej tożsamości było iście żenujące. Zero dramaturgi, natomiast pełne zaskoczenie, bo chyba przez ostatnią godzinę o nim nie było słowa.

I co tu w takiej sytuacji mówić? Nie widziałem co prawda piątej części na ekranie, ale z pozostałych ta prezentuje się najsłabiej. Tradycyjnie okrojono książkę, niestety tym razem wybrano nie te fragmenty co trzeba na wątki główne. To trochę tak, jakby mieć składniki na pyszne ciasto, ale dodać za dużo cukru i wszystko diabli wzięli. Cały wysiłek na marne. Szkoda tylko, że przeciętny widz musi tą przesłodzoną potrawę skonsumować swoimi oczami.

piątek, 3 lipca 2009

'Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów' premierą lipca

Zawsze, gdy przychodzi lato, przychodzi też narzekanie. I wcale nie myślę tu o pogodzie, która w tym roku robi wszystko, żeby wieszać na niej psy, a o repertuar kinowy. Bo w tzw. sezonie ogórkowym na srebrnych ekranach pojawia się o wiele więcej komercji niż w miesiącach zimowo-wiosennych. Ale czy na prawdę są powody do narzekań, jeśli ta komercha jest tak zachęcająca, jak w tym miesiącu? Potencjalnych hitów jest co najmniej kilka, a dla mnie najbardziej interesująco prezentuje się 'Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów' (premiera: 01.07.20009).

Myślę, że tej animacji przedstawiać nikomu nie muszę - w końcu to obok Shreka najbardziej rozpoznawalna animowana seria w 3D. W trzeciej odsłonie spotkamy się z tą samą paczką znajomych - będzie Sid, Diego, Manny i oczywiście Wiewiór. Ale, ale - ponieważ to właśnie ten ostatni wielbiciel orzeszków jest chyba źródłem sukcesu dwóch poprzednich części, twórcy filmu postanowili wykorzystać jego fenomen i serię wzbogacić o postać Wiewióry! Czy wyjdzie im to na zdrowie możemy przekonać się tylko w kinach. Ja nie lubię tego typu 'rewolucji'. Dodam tylko, że ta animacja, jak zresztą większość tych made in USA w ostatnich miesiącach będzie możliwa do zobaczenia w 3D oraz w postaci normalnej.

Pozostając w klimatach produkcji skierowanych do młodszej widowni, warto zwrócić uwagę na najnowszego 'Harrego Pottera' (premiera: 24.07.2009). Tym razem, w szóstej już odsłonie, młody czarodziej będzie zmagał się z Księciem Półkrwi. Ciekaw jestem jak autorzy scenariusza i reżyser poradzą sobie z co raz większą mrocznością serii, która postępuje z części na część. Jeśli najnowszy Potter będzie zbyt ugłaskany z pewnością zakończy się porażką, może nie tyle finansową, ile artystyczną. Ale czy to kogoś interesuje? W końcu od dawna wiadomo, że Hollywood i pieniądze to niemal synonimy.

A pieniądze można zdobywać na różne sposoby, nie tylko adaptując książkowe bestsellery, ale też szokując cały świat. Taką strategię obrał Sacha Baron Cohen wcielając się w postać geja-projektanta o imieniu 'Bruno' (premiera: 10.07.2009). Rozrywkę otrzymamy zapewne na podobnym poziomie jak w 'Boracie', czyli niewyszukane żarty z głębszą myślą. W wakacje ujdzie.

W kategorii rozrywki dla mas, w lipcu mamy jeszcze 'Adrenalinę 2. Pod napięciem' (premiera: 24.07.2009). Pierwszą część kiedyś tam oglądałem i nic już z niej nie pamiętam. Totalne nic. Druga jest ponoć jeszcze bardziej bezmózga, ale też akcji jest więcej. Gratka przede wszystkim dla fanów gatunku.

Ale spokojnie, nie samymi wysoko budżetowymi produkcjami lipiec stoi. Trochę w tym zasługi polskich dystrybutorów, którzy na ekrany naszych kin wpuszczają (nie)regularnie klasyki kina światowego. I tak na ten miesiąc przypadły re-premiery dwóch filmów: 'Hair' (premiera: 31.07.2009) i 'Gabinet doktora Caligari' (premiera: 10.07.2009). Ten pierwszy jest hippisowskim musicalem reżyserowanym przez Milosa Formana, natomiast drugi zalicza się do klasyki horroru. I chociaż jest filmem niemym, to zapewniam, że takie kino również potrafi wprowadzić widza w odpowiedni klimat.

Nie tylko klasyką musi żyć w tym miesiącu fan horrorów. Będą jeszcze co najmniej dwie produkcje spod znaku grozy warte uwagi - pierwsza to 'Egzorcyzmy Dorothy Mills' (premiera: 17.07.2009). Cudów nie ma się co spodziewać, na pewno nie będzie to nic na poziomie 'Egzorcyzmów Emily Rose', jednak warto zauważyć, że to kino europejskie (francusko-irlandzkie), a po zeszłym roku horrory ze Starego Kontynentu mają markę bardzo dobrą. Wystarczy wspomnieć choćby [Rec], czy Sierociniec. Jeśli 'Egzorcyzmy Dorothy Mills' choć w niewielkim stopniu zbliżą się poziomem straszenia do któregoś z tych obrazów, będę w pełni usatysfakcjonowany.

Z filmów mrocznych mamy również 'Horsemen - jeźdźcy Apokalipsy' (premiera: 10.07.2009). Tematy apokaliptyczne im bliżej roku 2012, tym bardziej wydają się być interesujące, jednak spokojnie, to nie jest żadna makabra z apokalipsą w tle. Bardziej coś w klimatach 'Siedem', gdyż podobnie jak w tym legendarnym thrillerze mamy mordercę, który podąża biblijną drogą Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Na szałowe wykonanie jednak bym nie liczył.

W lipcu warto też zwrócić uwagę na rewelacyjnie obsadzonych 'Wrogów publicznych' (premiera: 17.07.2009) z Johnnym Deppem i Marion Cottilard, oraz chilijski dramat zbierający całkiem pochlebne recenzje - 'Służąca' (premiera: 17.07.2009)

Na zakończenie tradycyjnie zwiastun:

wtorek, 25 marca 2008

Filmowe podsumowanie świąt

Tak jak przy okazji Bożego Narodzenia, tak i teraz skrobnę kilka zdań na temat tego co w święta obejrzałem. Nie było tego zbyt wiele, ale zawsze coś.

Zanim to jednak nastąpi, pewnie zauważyliście z prawej strony logo: 'Nie oglądam, nie zabijam'. Chodzi naturalnie o olimpiadę w Pekinie i sprawę w Tybecie. To co się tam dzieje jest dla mnie niezrozumiałe. Chińczycy masakrują tybetańskich mnichów, a świat (rządzących mam na myśli) nic sobie z tego nie robi. Nawet stojące na straży pokoju światowego USA, które tak ochoczo walczy z terroryzmem (w krajach w których jest ropa) na sytuację w Tybecie praktycznie nie reaguje (tam ropy nie ma). A zwykli ludzie za wiele zrobić nie mogą. Nawoływanie sportowców do bojkotu też raczej dużego sukcesu nie przyniesie, bo nie po to się się taki przygotowuje 4 lata, żeby olać tak dużą imprezę. Sytuacji mnichów raczej nie poprawimy, ale za to możemy postarać się zmniejszyć zyski z olimpiady. Wierzę, że w Internautach drzemie potencjał dość spory, więc mam nadzieję, że jakiś to efekt przyniesie, nawet jeśli akcja nie wyjdzie poza granice naszego kraju. Przechodząc do rzeczy, cały pomysł na bojkot znalazłem na blogu dziennikarza Gazety Wyborczej - Dominika Kazanowskiego i do tego posta zostaniecie odesłani jeśli klikniecie na obrazek 'Nie oglądam, nie zabijam'. Pozwolę sobie go zacytować:
Olimpiada to bardzo duże przedsięwzięcie komercyjne. Największy wpływ na decyzje mają pieniądze. Zamiast wysyłać listy do rządu Chin, czy bić pianę w telewizji i rozdzielać włos na troje, można zaprotestować w najskuteczniejszy z możliwych sposobów:
  • Nie oglądać transmisji z olimpiady w telewizji – to może zrobić każdy z nas i namówić swoich znajomych.
  • Nie relacjonować przebiegu olimpiady – to prosty sposób na bojkot Chin przez media.
  • Nie kupować produktów sponsorów olimpiady.
Ten protest może być najbardziej dotkliwy – uderza zarówno w machinę propagandową reżimu jaki i w finansowanie olimpiady. Sponsorzy nie będą zadowoleni.
Czy się przyłączycie, czy nie - sami zadecydujecie. Ja nie miałem wątpliwości.


Przejdźmy jednak do spraw związanych z tematem posta i bloga. Oto co obejrzałem w święta:

Harry Potter i kamień filozoficzny - Jeśli zapomnieć o tym co było w książce, to pierwszą część przygód czarodzieja ogląda się całkiem przyjemnie i wszelakie pominięcia pewnych wątków nie rażą. Chociaż bez wątpienia lepsza to rozrywka dla młodych, niż dla starszych 'poteromaniaków'. Ocena 3,5/6

Miasto gniewu - Oscar dwa lata temu + najlepsza scena jaką kiedykolwiek wdziałem = film z serii musisz zobaczyć. Obejrzałem po raz drugi i na pewno nie ostatni. Ocena 6/6

Harry Potter i Komnata Tajemnic - Harry Potter znów czaruje, znów walczy z Sami-Wiecie-Kim i oczywiście znów wygrywa. Wszystko podobnie jak w poprzedniej części więc i ocena taka sama - 3,5/6

Poranek kojota - Aż się łezka w oku kręci, gdy patrzy się na te nie aż tak dawne polskie komedie. Poranek kojota może i arcydziełem nie jest, ale przy dzisiejszych polskich komediach (romantycznych, w których Warszawa wygląda jak Nowy York, a każdy bohater jest uosobieniem sukcesu) wypada bardzo dobrze. Ocena 4/6

Harry Potter i więzień Azkabanu - Chyba najlepsza część filmowa z pierwszej trójki przygód najsłynniejszego czarodzieja naszych czasów. Harry i jego paczka trochę podrośli, więc przygody mają bardziej wciągające. Ocena 4/6

Zgon na pogrzebie - Brytyjska komedia, której akcja dzieje się (jak tytuł wskazuje) w trakcie pogrzebu. Pochowanie nieboszczka jest tu najmniejszym problemem, jaki ma jego rodzina, wspomnieć można chociażby dość niespodziewany romans denata. Miejscami faktycznie można zaliczyć zgon, ze śmiechu. Ocena 4,5/6

piątek, 21 marca 2008

Telewizyjny przewodnik wielkanocny

Tak się jakoś przyjęło, że święta w Polsce spędza się na ogół w domach. A że w tym roku jakoś pogoda do spacerów nie zachęca (chyba że w celu ulepienia bałwana), to część wolnego czasu można spędzić przed telewizorem. Co prawda żadna z telewizji nas w tym roku nie rozpieszcza, ale krótko zaprezentuję co ciekawsze pozycje z ramówki na każdy dzień świąt, zaczynając od Wielkiej Soboty.

Wielka Sobota:

Nie jest to co prawda jeszcze święto właściwe, ale wspomnieć o filmach lecących w ten dzień warto, głównie za sprawą TVNu. To na antenie tej stacji będziemy mogli zobaczyć najpierw pierwszą część przygód Harrego Pottera, a później, dość późnym wieczorem Włoską robotę.

14.50, TVN, Harry Potter i kamień filozoficzny
21.40, TVN, Włoska robota


Niedziela Wielkanocna:

Pierwszy dzień świąt to przede wszystkim kolejna część przygód Harrego Pottera w TVNie. Również w TVNie, ale nieco później będziemy mogli zobaczyć całkiem udaną polską komedię - Poranek kojota. O widzów spróbuje zawalczyć też Polsat emitując Króla Artura. Odradzam za to włączanie 'dwójki' między 21 a 23 - wtedy to można będzie natrafić tam na beznadziejną polską pseudo-komedię - Ja wam pokażę!.

14.35, TVN, Harry Potter i Komnata Tajemnic
20.00, Polsat, Król Artur
21.55, TVN, Poranek kojota

Poniedziałek Wielkanocny:

Zdecydowanie najlepszy pod filmowym względem dzień świąt. Co prawda znowu najlepiej wygląda oferta TVNu, znowu z Harrym Potterem (tym razem trzecia część) i z jedną z niewielu udanych poshrekowych animacji - Madagaskarem. Jeśli ktoś nie gustuje w tego typu produkcjach, to odsyłam do 'dwójki', w której będziemy mogli zobaczyć Brada Pitta i Anthonego Hopkinsa w filmie Joe Black.

14.55, TVN, Harry Potter i więzień Azkabanu
20.00, TVN, Madagaskar
21.00, TVP 2, Joe Black

A ja wszystkim czytelnikom życzę zdrowych, spokojnych i pogodnych świąt wielkanocnych.
 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman