
gatunek:
dramat
reżyseria:
Jean-Pierre Dardenne , Luc Dardenne
scenariusz:
Jean-Pierre Dardenne , Luc Dardenne
zdjęcia:
Alain Marcoen
obsada:
| | Bruno |
| | Policjant w cywilu |
| | Młody złodziej |
| | Sonia |
czas trwania: 100 minut
cena DVD: 19,90
moja ocena: 4/6
Ja mam chyba pecha do produkcji nagrodzonych Złotą Palmą. Większość moich spotkań, z laureatami festiwalu w Cannes kończyło się zawodem. Zawiodłem się na 'Pulp Fiction' (teraz co prawda przyznaję, że jest świetne, ale mistrza Tarantino stać na więcej), zawiodłem się też na '4 miesiącach, 3 tygodniach i 2 dniach'. Teraz do tego zestawu mogę dorzucić kolejny zawód - laureata Złotej Palmy 2005 - 'Dziecko'. Niestety, pomimo olbrzymiego potencjału jaki drzemał w tej historii wyszedł film jedynie poprawny.
Bruno jest złodziejem, a w zasadzie szefem mini gangu, który zajmuje się drobnymi rabunkami. Jego życie toczy się z dnia na dzień, od kradzieży do kradzieży. Fakt, że zostaje ojcem nie wpływa w żaden sposób na jego postępowanie. Co więcej, dla Bruna jest to okazja do kolejnego (nielegalnego) zarobku. Nie zdaje sobie jednak sprawy z szeregu zdarzeń, jakie wywoła jego postępek.
Co w 'Dziecku' zasługuje na szczególne wyróżnienie, to 'strona techniczna'. Szczególnie imponująca jest oszczędność z jaką film braci Dardenne został zrealizowany. Nie ma tu muzyki, chyba że odgłosy wydawane przez miasto za taką uznamy. Kamera nie pokazuje nam otoczenia głównych bohaterów. Skupia się raczej na ich twarzach, bo miejsce w którym rozgrywa się akcja nie ma znaczenia. To może być równie dobrze Paryż, jak i Lyon, a gdyby przymknąć oko na język francuski, którym posługują się bohaterowie, mógłba to być też Warszawa, czy Praga. Historia ta jest bowiem uniwersalna - nieodpowiedzialni ludzie znajdują się wszędzie.
Momentami takie zachowanie kamery może budzić irytację, bo przyzwyczajony do widzenia wszystkiego widz, nie może znieść, że jego oczom nie jest dane od razu ujrzeć tego, co widzi np. Bruno. Wszystko to jednak ma swój cel i dzięki takiemu uważnemu śledzeniu mimiki bohaterów, możemy bardziej skupić się na przemianach, jakie w nich zachodzą. Na pochwałę w tym miejscu zasługują też aktorzy, którzy mając kamerę skupioną niemal nieustannie na swoich twarzach wypadają przyzwoicie.
Jednak mimo tego całego realizmu wynikającego ze sprawnej realizacji technicznej zabrakło rzeczy moim zdaniem ważniejszej, a mianowicie realizmu wynikającego z dobrze napisanej fabuły. Jakoś przez całe półtorej godziny nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to tylko film, nie byłem w stanie przenieść się do świata bohaterów i przeżywać ich problemów razem z nimi. Niby to nie jest aż tak ważne, ale jednak w filmie który ma wywoływać w widzu silne emocje (bo zakładam, że takie 'Dziecko' miało być) jest to element dość istotny.
Mimo to, jest to dobra podstawa do przemyśleń, a także dobry punkt wyjścia do rozpoczęcia dyskusji. 'Dziecko' jest pod tym względem o tyle dobre, iż każdy może interpretować je na wiele sposobów. Począwszy od tytułu, który może odnosić się chociażby do bobasa, ale i do Bruna, po samą fabułę, którą może brać dosłownie, jako opowieść o przemianie, ale też bardziej metaforycznie, jako historię o konsekwencjach z pozoru błahych czynów.
I właśnie dlatego najbardziej żałuję, że tak bardzo 'leży' tu strona fabularna. Bo nie ukrywam, że dzieła, które wymykają się jednoznacznej interpretacji należą do moich ulubionych. W tym przypadku jednak zabrakło odpowiednio mocnej historii. Być może innym łatwiej przyjdzie wczuć się w tą opowieść. Dlatego też polecam zapoznanie się z tym obrazem. Półtorej godziny poświęcone na ten film czasem zupełnie straconym być nie powinno, może co najwyżej pozostawić pewien niedosyt (tak jak w moim przypadku).
* Za możliwość obejrzenia tego filmu dziękuję serdecznie Madzi i Nice.
Bruno jest złodziejem, a w zasadzie szefem mini gangu, który zajmuje się drobnymi rabunkami. Jego życie toczy się z dnia na dzień, od kradzieży do kradzieży. Fakt, że zostaje ojcem nie wpływa w żaden sposób na jego postępowanie. Co więcej, dla Bruna jest to okazja do kolejnego (nielegalnego) zarobku. Nie zdaje sobie jednak sprawy z szeregu zdarzeń, jakie wywoła jego postępek.
Co w 'Dziecku' zasługuje na szczególne wyróżnienie, to 'strona techniczna'. Szczególnie imponująca jest oszczędność z jaką film braci Dardenne został zrealizowany. Nie ma tu muzyki, chyba że odgłosy wydawane przez miasto za taką uznamy. Kamera nie pokazuje nam otoczenia głównych bohaterów. Skupia się raczej na ich twarzach, bo miejsce w którym rozgrywa się akcja nie ma znaczenia. To może być równie dobrze Paryż, jak i Lyon, a gdyby przymknąć oko na język francuski, którym posługują się bohaterowie, mógłba to być też Warszawa, czy Praga. Historia ta jest bowiem uniwersalna - nieodpowiedzialni ludzie znajdują się wszędzie.
Momentami takie zachowanie kamery może budzić irytację, bo przyzwyczajony do widzenia wszystkiego widz, nie może znieść, że jego oczom nie jest dane od razu ujrzeć tego, co widzi np. Bruno. Wszystko to jednak ma swój cel i dzięki takiemu uważnemu śledzeniu mimiki bohaterów, możemy bardziej skupić się na przemianach, jakie w nich zachodzą. Na pochwałę w tym miejscu zasługują też aktorzy, którzy mając kamerę skupioną niemal nieustannie na swoich twarzach wypadają przyzwoicie.
Jednak mimo tego całego realizmu wynikającego ze sprawnej realizacji technicznej zabrakło rzeczy moim zdaniem ważniejszej, a mianowicie realizmu wynikającego z dobrze napisanej fabuły. Jakoś przez całe półtorej godziny nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to tylko film, nie byłem w stanie przenieść się do świata bohaterów i przeżywać ich problemów razem z nimi. Niby to nie jest aż tak ważne, ale jednak w filmie który ma wywoływać w widzu silne emocje (bo zakładam, że takie 'Dziecko' miało być) jest to element dość istotny.
Mimo to, jest to dobra podstawa do przemyśleń, a także dobry punkt wyjścia do rozpoczęcia dyskusji. 'Dziecko' jest pod tym względem o tyle dobre, iż każdy może interpretować je na wiele sposobów. Począwszy od tytułu, który może odnosić się chociażby do bobasa, ale i do Bruna, po samą fabułę, którą może brać dosłownie, jako opowieść o przemianie, ale też bardziej metaforycznie, jako historię o konsekwencjach z pozoru błahych czynów.
I właśnie dlatego najbardziej żałuję, że tak bardzo 'leży' tu strona fabularna. Bo nie ukrywam, że dzieła, które wymykają się jednoznacznej interpretacji należą do moich ulubionych. W tym przypadku jednak zabrakło odpowiednio mocnej historii. Być może innym łatwiej przyjdzie wczuć się w tą opowieść. Dlatego też polecam zapoznanie się z tym obrazem. Półtorej godziny poświęcone na ten film czasem zupełnie straconym być nie powinno, może co najwyżej pozostawić pewien niedosyt (tak jak w moim przypadku).
* Za możliwość obejrzenia tego filmu dziękuję serdecznie Madzi i Nice.