Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hotel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2009

Hotel Babylon - sezon 3


gatunek:
serial
reżyseria:
Sam Miller , Andy Wilson (więcej...)
scenariusz:
Andrew Rattenbury , Toby Whithouse (więcej...)
zdjęcia:
Sean Van Hales
muzyka:
Jim Williams
obsada:
Emma Pierson Emma Pierson Anna
Max Beesley Max Beesley Charlie
Dexter Fletcher Dexter Fletcher Tony
Natalie Jackson Mendoza Natalie Jackson Mendoza Jackie
Martin Marquez Martin Marquez Gino

od lat: 12
czas trwania: 8 x 60 minut
moja ocena: 4,5/6


Może to się wydać zaskakujące, ale jeden z najlepszych seriali ostatnich lat wcale nie pochodzi z Ameryki, pomimo iż to produkcje zza Oceanu robią od jakiegoś czasu furorę w kraju nad Wisłą. Wystarczy poszukać trochę bliżej, na Wyspach Brytyjskich. Tam właśnie telewizja BBC, znana z wyrobów co najmniej przyzwoitych, wypuściła Hotel Babylon. Krótki, bo zaledwie ośmioodcinkowy, serial opowiada o przygodach pracowników pewnego londyńskiego 5-gwiazdkowego hotelu. I robi to z polotem, już przez trzy serie.

O ile dwie pierwsze części przyzwyczajały nas do tego samego, sprawdzającego się schematu, tak w trzeciej czeka nas prawdziwa rewolucja. Przede wszystkim w dość znacznym stopniu zmieni się kadra hotelu, a to przecież ona decyduje o charakterze serialu. W dwóch pierwszych sezonach mieliśmy niemal ten sam skład przez cały czas, a odejście w ostatnim odcinku drugiego sezonu jednej z głównych bohaterek można było uznać za rewolucję. Co w takim razie powiedzieć o trzecim, w którym odchodzi kolejna dwójka postaci kluczowych, a na ich miejsce pojawiają się nowe osoby? To już coś więcej niż rewolucja. Ale nie sam skład osobowy się zmienia. Również charakter odcinków jest inny. Mam nieodparte wrażenie, że autorzy chcieli nam ukazać wagę relacji więzi hotelowych i pogłębić bohaterów. Wyszło im to całkiem sprawnie, a przy okazji dało spore pole do popisu aktorom.

O wszystkich pisać nie będę, wspomnę tylko o moich dwóch ulubionych postaciach, chociaż sukcesie tego serialu decydują wszyscy w równej mierze. Ja jednak największym sentymentem darzę Tonyego (Dexter Fletcher) i Annę (Emma Pierson). W trzecim sezonie Tony zajmować się będzie jak zawsze doglądaniem, aby gościom niczego nie zabrakło, ale też ratowaniem swoich kontaktów z córką oraz pomocą pewnej emigrantce. Oczywiście nie zabraknie też jego ciętego humoru. Anna natomiast rzuci się w wir uczuć. Kogo pokocha, kogo odrzuci, tego nie zdradzę. Jednak wszelkie miłości nie zmienią tego, z czego pamiętamy ją najlepiej. Nadal będzie rozgadaną, roztrzepaną i lubiącą modę dziewczyną. Oczywiście nadal będzie też piękną, drobną brunetką o nienagannej figurze i zabójczo pięknych oczach (pozdrowienia dla wszystkich dam do tego opisu pasujących ;) ).

Jest też wspomniana dwójka nowych bohaterów - specjalistka ds. public relations - Emily (Alexandra Moen) i młodszy manager - Jack (Lee Williams). I są to zgoła odmienne postacie. Pierwsza moją sympatię zdobyła dość szybko i pod koniec sezonu sprawiała wrażenie jakby była w załodze od zawsze. Natomiast pan młodszy manager pasuje do tej serii jak przysłowiowy kwiatek do kożucha. Dość powiedzieć, że przy pisaniu tej recenzji musiał wesprzeć się googlami, by przypomnieć sobie jego serialowe imię. Oby się rozkręcił, bo inaczej będzie mizernie.

Ale nie tylko on się w tej serii nie sprawdza. Prędzej czy później musiałem to napisać - trzeci sezon Hotelu Babylon jest zdecydowanie najsłabszy. A dlaczego? Powody są dwa. Po pierwsze jest strasznie nierówny. Chociaż nie ma odcinków beznadziejnych, to jednak są mocno średnie (pierwszy i siódmy). Zdarzają się jednak całe szczęście rewelacyjne (czwarty i ósmy). I właśnie na czwartym odcinku cały serial powinien się zakończyć. Nie, nie pomyliłem się, mam na myśli serial. Stało się tam kilka rzeczy, które bezpowrotnie zmieniły oblicze Hotelu Babylon i to niekoniecznie na lepsze.
Drugą wadą jest straszna schematyczność tego sezonu. W ciągu zaledwie ośmiu odcinków powtórzono po dwa razy dwa schematy, czyli połowa odcinków była wtórna! Pierwszy schemat dotyczył aklimatyzacji nowych osób, które musiały zrozumieć, że w hotelu liczy się zespół. Drugi natomiast dotyczył Jamesa i jego miłosnych perypetii. Osiem odcinków to zdecydowanie za mało, żeby powtarzać dwa razy tą samą historię, ale z innymi bohaterami.

Oczywiście nie brakuje tego za co wszyscy pokochali poprzednie serie. Są cięte riposty, jest dużo humoru sytuacyjnego, sprawny montaż nadal potrafi nadać odpowiedni charakter każdemu odcinkowi. Są w większości te same postacie, mówiące w większości z pięknym brytyjskim akcentem. Są też goście, potrafiący mieć najdziwniejsze oczekiwania wobec obsługi hotelowej.

Czyli w skrócie - tragedii nie ma. Tym bardziej, że ostatni odcinek daje nadzieję na przyzwoity sezon czwarty, gdyż jest on kwintesencją babylonowości. Tak więc dla fanów serialu mam dobre wieści - nie zniszczono całkiem waszego ulubionego serialu. Zresztą nawet gdyby tak się stało, to i tak z wypiekami na twarzy obejrzelibyśmy kolejny sezon. Bo przecież Hotel Babylon jest jak załoga hotelowa - chociaż ich kontakty nie zawsze układają się w sposób wymarzony, to jednak jest to taka ekipa, której nigdy się nie opuszcza.

piątek, 23 listopada 2007

1408

Miała być recenzja 'Requiem...' jest coś innego. Świeżo po premierze recenzja '1408'. Ale obiecane 'Requiem dla snu' też się wkrótce pojawi, jak nie w ten, to w następny weekend.



gatunek:
horror
reżyseria:
Mikael Hafstrom
scenariusz:
Matt Greenberg, Larry Karaszewski
zdjęcia:
Benoît Delhomme
muzyka:
Gabriel Yared
obsada:
John Cusack John Cusack Mike Enslin
Samuel L. Jackson Samuel L. Jackson Gerald Olin
Mary McCormack Mary McCormack Lily Enslin
Jasmine Jessica Anthony Jasmine Jessica Anthony Katie
od lat: 15
czas trwania: 112 minut
cena DVD: 41,49 zł
moja ocena: 4,5/6


Pokój w hotelu to dziwne miejsce. Nie chodzi mi tu o to, że różne rzeczy się w nim mogą dziać i różnych ludzi można w nim spotkać. Raczej mam na myśli to, że jako jedno z niewielu miejsc inspiruje filmowców na skrajnie różne sposoby. Z jednej strony mamy przecież wiele komedii rozgrywających się w hotelowym zaciszu, jak choćby serial BBC 'Hotel Babylon', a z drugiej, ze względu na swoją nierzadką odludność i specyficzny klimat, hotele wzbudzają też grozę , jak np. w klsyce gatunku - 'Lśnieniu' Kubricka. Podobnie jest w '1408'.

Kto by się spodziewał, że w centrum Nowego Yorku, w jednym z lepszych hoteli tego miasta, znajduje się pokój, który kryje tak mroczne historie, że dyrektor hotelu (w tej roli Samuel L. Jackson) postanowił zabronić jego wynajmowania. Jego plany jednak wzięły w łeb, gdy autor przewodników po nawiedzonych miejscach (John Cucack) postanawia obalić mit tego pokoju, podobnie jak obalał mity wszystkich innych tego typu miejsc. Oczywiście ducha w życiu na oczy nie widział, więc i w nie nie wierzy. Nie trudno się domyślić, że będzie musiał szybko zmienić zdanie na temat zjawisk paranormalnych.

I tu pojawia się pierwszy i chyba największy minus tej produkcji. Mianowicie jak na osobę która w nie jednym nawiedzonym domu spała daje się on strasznie szybko przestraszyć i to w dość banalny sposób. Chyba nawet on zaczyna bać się zanim na dobre zacznie widz. Trochę to mało to wiarygodne...

Na szczęście im dalej film trwa tym jest lepiej. Nie będę wspominał o tym co się działo zanim nasz pisarz (czyli Mike Enslin) znalazł się w pokoju, bo w sumie nie ma o czym pisać. Wszystko co działo się przed jego pojawieniem się w hotelu było nieudolną próbą wytworzenia klimatu grozy.

Jednak gdy Mike pojawia się w Hotelu Dolphin zaczyna się prawdziwa uczta. Zanim wielkie straszenie się zacznie, obejrzymy jedną z lepszych scen w filmie, w której dyrektor hotelu będzie próbował namówić pisarza by wybrał inny pokój. Mistrzowski pokaz gry aktorskiej ze strony L. Jacksona wraz z dialogami na poziomie wyższym niż średnia horrorowa i zaczynamy odczuwać pożądane napięcie.

Oczywiście w porównaniu do tego co nas czeka tamta scena to nic specjalnego. Straszeni jesteśmy na wszelkie możliwe sposoby. Tak więc zobaczymy nie tylko triki znane w kinie grozy od lat. Autorzy pokuszą się też o parę świeżych zagrań. Szkoda tylko, że największą panikę i to zarówno w umyśle głównego bohatera, jak i w naszym sieją te starsze chwyty. Nowsze motywy sprowadzają się głównie do pogłębiania psychologicznego postaci. Ja osobiście dałem się temu przekonać (motyw z córką - Katie, graną przez dziewczynkę wyglądającą jakby była stworzona do grania w horrorach) dopiero pod koniec filmu. No ale lepiej późno niż wcale.

Bardzo pozytywnym zaskoczeniem było dla mnie to, że krwi praktycznie w tu nie zobaczymy. A jak już jest to przynajmniej nie leje się z ludzi. Przy obecnym trendzie, w którym horror gdzie nie ma flaków to nie horror jest to bardzo miła odmiana. Dobrze wiedzieć, że są na świecie ludzie którzy pamiętają, że żeby wystraszyć nie wystarczy zrobić z filmu rzeźnię. Trzeba zbudować coś takiego jak klimat, a postacie nie mogą być puste jak sklepy za komuny.

To wszystko zdaje się wiedzieć reżyser. I chociaż gdyby nie opowiadanie Stephena Kinga, to '1408' by nie powstało, to i tak Michaelowi Hafstromowi należą się brawa za odwagę, że spróbował zrobić coś wbrew obecnym trendom. Wyszło całkiem przyzwoite straszydło, na pewno jeden z inteligentniejszych filmów grozy ostatnich czasów, zawieszony gdzieś między horrorem, a thrillerem, na który bez wątpienia warto iść do kina. Bo tam mroczny klimat pokoju na 13 piętrze będzie można odczuć 10 razy bardziej, niż w domowym zaciszu.
 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman