
Les arbitres
gatunek:
dokumentalny
reżyseria:
Yves Hinant, Eric Cardot
obsada:
| | (on sam) |
| | (on sam) |
| | (on sam) |
| | (on sam) |
moja ocena: 5/6
***
Klagenfurt, Woerthersee Stadion. 92 minuta meczu Austria - Polska. Utrzymuje się wynik 0-1. Rzut wolny wykonują Austriacy. W polu karnym dochodzi do przepychanki. Sędzia Howard Webb uspokaja piłkarzy i pozwala na wznowienie gry. Jeden z Austriaków pada w polu karnym. Webb gwiżdże, dyktuje rzut karny. Dopatrzył się faulu Lewandowskiego. W Polsce nikt tego nie widział. W tym momencie angielski arbiter staje się wrogiem publicznym numer 1 w Polsce. Austriacy oczywiście jedenastkę wykorzystują, zabierając nam ostatnie złudzenia co do awansu. Pojawia się pytanie - czy sędzia wypaczył wynik? Odpowiedź jest prosta - tak Austriacy powinni wygrać.
Myślicie, że to opinia kontrowersyjna? Nie, raczej obiektywna. Tak samo jak dokument 'Zabić sędziego', który prezentuje pracę arbitrów podczas EURO 2008. Wątek Howarda Webba nie jest co prawda jedynym poruszonym w tym filmie, jednak to właśnie wokół wydarzeń z Klagenfurtu kręci się cały turniej z perspektywy sędziów. Pan Webb był w końcu jedynym arbitrem, któremu przesyłano pogróżki, kibice nawiedzali jego rodzinny dom, a śmierci życzył mu nawet sam premier cywilizowanego kraju. Prócz arbitra z Wielkiej Brytanii ważną rolę pełnią też trójki sędziowskie z Włoch, Hiszpanii i Szwecji.
Dla osoby, która piłkę nożną ma za bezmyślną kopaninę ten film będzie bełkotem. Z dwóch powodów. Po pierwsze, trzeba znać przepisy rządzące footballem, żeby wiedzieć, czy sędzia (nie)dyktując spalonego ma rację. Po drugie trzeba było śledzić EURO, bo osoba, która przegapiła na przykład mecz Czechów z Turkami może się trochę pogubić w wydarzeniach. Jest to też jedna z większych wad od strony realizacyjnej - brak wyjaśnień. Reżyser chciał za wszelką cenę zrezygnować z komentarza, by jego dzieło było jak najbardziej obiektywne. Udało się, jednak ucierpiał na tym przekaz. Nie zawsze wiadomo kto z kim gra, o co i gdzie. Czasem wystarczyłby napis wyjaśniający sytuację, informujący o wyniku, miejscu spotkania, czy też godzinie. Tego niestety nie uświadczymy, więc pozostaje zdać się na swoją pamięć, lub po prostu próbować ogarnąć wszystko bez znajomości wydarzeń.
Ktoś może powiedzieć, że od strony technicznej nie ma też zbyt dobrej pracy kamery, nagłośnienie jest takie sobie. Ale przecież trudno żeby ktoś biegał po boisku z kamerą i mikrofonem za sędziami. W efekcie czasem można pogubić się w dialogach arbitrów, można mieć problem z rozróżnieniem, co mówią piłkarze, a co jest rozmową sędziów. Na odbiór całości to jednak nie wpływa. Wszystko widać jak na talerzu. Przez ten obiektywny przekaz każdy może zrozumieć co mu się podoba. Jest to niewątpliwie zaleta, bo dobry dokument nie powinien nam narzucać swojej wizji, tylko skłaniać do refleksji. Pomyślicie sobie być może - a nad czym tu się zastanawiać - biega koleś z gwizdkiem, myli się i jeszcze do tego nie potrafi się przyznać do błędu. A jednak, to wszystko nie jest takie proste, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Warto też pochwalić reżysera Yevsa Hinanta, za skuteczne uniknięcie pułapki zrobienia z filmu laurki dla UEFA. Organizacja sama w sobie występuje, co najwyżej w postaci komisji oceniających pracę sędziów i Michaela Plattiniego. Zapewne dwie seny z udziałem prezesa UEFA miały być nagrodą za udostępnienie zapisków rozmów sędziów podczas meczów. I chociaż uważam, że jego obecność była w tym filmie kompletnie zbędna, to jednak pozwoliła mi zmienić zdanie na jego temat. Do tej pory miałem go za osobę, której na prawdę leży na sercu dobro footballu. Teraz widzę w nim cwaniaka pokroju Grzegorza Laty, który swoich nie ruszy, a tym którzy mu się sprzeciwiają próbuje odebrać chęć do oporu tak szybko jak tylko się da. I w ogóle po jaką choinkę daje jakieś rady sędziom, skoro to nie jego broszka?
Zostawmy jednak pana prezesa w spokoju, bo to jednak sędziowie są głównymi aktorami, zarówno na boisku, jak i w tym filmie. Ale główny aktor nie zawsze robi co mu się podoba. Gdybym powiedział Wam, że największy wpływ na to kto dostanie żółtą kartkę ma sędzia linowy? Gdybym powiedział, że główny jest tylko marionetką w rękach swoich pomocników? Uwierzylibyście? Ja zapewne nie, dlatego warto zobaczyć 'Zabić sędziego' na własne oczy. Na boisku czasami panuje niewyobrażalny chaos. I nawet trzech facetów nie zawsze ogarnia wszystko to, co się dzieje.
Bo w końcu są tylko ludźmi. Takimi, którzy też mają uczucia, w większości mają rodziny. I nie jest wcale tak, że niesłusznie uznana bramka spływa po delikwencie jak deszcz. Sędzia nie piłkarz, chce grać fair. Jednak nie zawsze się udaje. A nawet jeśli się udaje, to nie oznacza to końcowego sukcesu (sędziowanie finału). Bo Mejuto Gonzalez nie sędziował finału nie dlatego, że popełnił jakieś błędy w trakcie trwania turnieju. Powód był bardziej okrutny i piękny zarazem. Jaki? Domyślcie się sami. Albo obejrzyjcie 'Zabić sędziego'.
Myślicie, że to opinia kontrowersyjna? Nie, raczej obiektywna. Tak samo jak dokument 'Zabić sędziego', który prezentuje pracę arbitrów podczas EURO 2008. Wątek Howarda Webba nie jest co prawda jedynym poruszonym w tym filmie, jednak to właśnie wokół wydarzeń z Klagenfurtu kręci się cały turniej z perspektywy sędziów. Pan Webb był w końcu jedynym arbitrem, któremu przesyłano pogróżki, kibice nawiedzali jego rodzinny dom, a śmierci życzył mu nawet sam premier cywilizowanego kraju. Prócz arbitra z Wielkiej Brytanii ważną rolę pełnią też trójki sędziowskie z Włoch, Hiszpanii i Szwecji.
Dla osoby, która piłkę nożną ma za bezmyślną kopaninę ten film będzie bełkotem. Z dwóch powodów. Po pierwsze, trzeba znać przepisy rządzące footballem, żeby wiedzieć, czy sędzia (nie)dyktując spalonego ma rację. Po drugie trzeba było śledzić EURO, bo osoba, która przegapiła na przykład mecz Czechów z Turkami może się trochę pogubić w wydarzeniach. Jest to też jedna z większych wad od strony realizacyjnej - brak wyjaśnień. Reżyser chciał za wszelką cenę zrezygnować z komentarza, by jego dzieło było jak najbardziej obiektywne. Udało się, jednak ucierpiał na tym przekaz. Nie zawsze wiadomo kto z kim gra, o co i gdzie. Czasem wystarczyłby napis wyjaśniający sytuację, informujący o wyniku, miejscu spotkania, czy też godzinie. Tego niestety nie uświadczymy, więc pozostaje zdać się na swoją pamięć, lub po prostu próbować ogarnąć wszystko bez znajomości wydarzeń.
Ktoś może powiedzieć, że od strony technicznej nie ma też zbyt dobrej pracy kamery, nagłośnienie jest takie sobie. Ale przecież trudno żeby ktoś biegał po boisku z kamerą i mikrofonem za sędziami. W efekcie czasem można pogubić się w dialogach arbitrów, można mieć problem z rozróżnieniem, co mówią piłkarze, a co jest rozmową sędziów. Na odbiór całości to jednak nie wpływa. Wszystko widać jak na talerzu. Przez ten obiektywny przekaz każdy może zrozumieć co mu się podoba. Jest to niewątpliwie zaleta, bo dobry dokument nie powinien nam narzucać swojej wizji, tylko skłaniać do refleksji. Pomyślicie sobie być może - a nad czym tu się zastanawiać - biega koleś z gwizdkiem, myli się i jeszcze do tego nie potrafi się przyznać do błędu. A jednak, to wszystko nie jest takie proste, jak się na pierwszy rzut oka wydaje.
Warto też pochwalić reżysera Yevsa Hinanta, za skuteczne uniknięcie pułapki zrobienia z filmu laurki dla UEFA. Organizacja sama w sobie występuje, co najwyżej w postaci komisji oceniających pracę sędziów i Michaela Plattiniego. Zapewne dwie seny z udziałem prezesa UEFA miały być nagrodą za udostępnienie zapisków rozmów sędziów podczas meczów. I chociaż uważam, że jego obecność była w tym filmie kompletnie zbędna, to jednak pozwoliła mi zmienić zdanie na jego temat. Do tej pory miałem go za osobę, której na prawdę leży na sercu dobro footballu. Teraz widzę w nim cwaniaka pokroju Grzegorza Laty, który swoich nie ruszy, a tym którzy mu się sprzeciwiają próbuje odebrać chęć do oporu tak szybko jak tylko się da. I w ogóle po jaką choinkę daje jakieś rady sędziom, skoro to nie jego broszka?
Zostawmy jednak pana prezesa w spokoju, bo to jednak sędziowie są głównymi aktorami, zarówno na boisku, jak i w tym filmie. Ale główny aktor nie zawsze robi co mu się podoba. Gdybym powiedział Wam, że największy wpływ na to kto dostanie żółtą kartkę ma sędzia linowy? Gdybym powiedział, że główny jest tylko marionetką w rękach swoich pomocników? Uwierzylibyście? Ja zapewne nie, dlatego warto zobaczyć 'Zabić sędziego' na własne oczy. Na boisku czasami panuje niewyobrażalny chaos. I nawet trzech facetów nie zawsze ogarnia wszystko to, co się dzieje.
Bo w końcu są tylko ludźmi. Takimi, którzy też mają uczucia, w większości mają rodziny. I nie jest wcale tak, że niesłusznie uznana bramka spływa po delikwencie jak deszcz. Sędzia nie piłkarz, chce grać fair. Jednak nie zawsze się udaje. A nawet jeśli się udaje, to nie oznacza to końcowego sukcesu (sędziowanie finału). Bo Mejuto Gonzalez nie sędziował finału nie dlatego, że popełnił jakieś błędy w trakcie trwania turnieju. Powód był bardziej okrutny i piękny zarazem. Jaki? Domyślcie się sami. Albo obejrzyjcie 'Zabić sędziego'.
***
Przypominam, że cały czas poszukuję chętnych blogerów, którzy przeprowadzą u siebie plebiscyt na najlepsze filmy 2009 roku - Srebrne Kadry. Plebiscyt rusza 19 stycznia, organizatorem jest strona kinomaniaki.com, wśród głosujących zostaną rozlosowane filmy na dvd, a blogerzy którzy zamieszczą u siebie notkę zachęcającą do głosowania i przedstawiającą nominowanych mogą liczyć na reklamę na stronie głównej kinomaniaków. Szczegóły mogę podesłać na maila, piszcie:
pawel.kapitanczyk@gmail.com
Przypominam, że cały czas poszukuję chętnych blogerów, którzy przeprowadzą u siebie plebiscyt na najlepsze filmy 2009 roku - Srebrne Kadry. Plebiscyt rusza 19 stycznia, organizatorem jest strona kinomaniaki.com, wśród głosujących zostaną rozlosowane filmy na dvd, a blogerzy którzy zamieszczą u siebie notkę zachęcającą do głosowania i przedstawiającą nominowanych mogą liczyć na reklamę na stronie głównej kinomaniaków. Szczegóły mogę podesłać na maila, piszcie:
pawel.kapitanczyk@gmail.com