Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narkotyki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 grudnia 2007

Requiem dla snu

Oto i ona - zapowiadana już od dawna recenzja 'Requiem dla snu', specjalnie dla Mikołaja ;) Film znany i lubiany, większość widziała, więc liczę na sporo komentarzy :)


tytuł oryginalny:
'Requiem for a dream'
gatunek:
dramat
reżyseria:
Darren Aronofsky
scenariusz:
Darren Aronofsky, Hubert Selby Jr.
zdjęcia:
Matthew Libatique
muzyka:
Clint Mansell
obsada:
Ellen Burstyn Ellen Burstyn Sara Goldfarb
Jared Leto Jared Leto Harry Goldfarb
Jennifer Connelly Jennifer Connelly Marion Silver
Marlon Wayans Marlon Wayans Tyrone C. Love
od lat: 18
czas trwania: 102 minuty
cena DVD: 19,99 zł
moja ocena: 6/6


Uzależnienie od narkotyków, jedzenia, telewizji, tabletek, czy desperackie odchudzanie to labirynt bez wyjścia. Niby wszyscy o tym wiemy. Ale czy oby na pewno zdajemy sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje niosą ze sobą wszelkiego rodzaju nałogi? Jeśli nie, to ‘Requiem dla snu’ z pewnością nas uświadomi.

Na pewno każdy o tym filmie przynajmniej słyszał. Fabuła nie jest tu zbyt złożona, ale (co rzadko się zdarza) jest ona tylko środkiem do ukazania obrazu. Obrazu, który opowiada o czwórce z pozoru zwykłych ludzi, podobnych być może do wielu z nas. Każdy z nich ma swoje marzenia, każdy ma też swoje nałogi. Sara Goldfarb, miła starsza pani (oscarowa rola Ellen Burstyn), bardzo lubi oglądać telewizję i marzy o tym, by kiedyś wystąpić w swoim ulubionym programie. Jej syn, Harry, chciałby wieść spokojne życie ze swoją ukochaną – Marion i w przyszłości prowadzić z nią sklepik. I z pozoru wszystko się układa – Sara dostaje zaproszenie do programu, a Harry, z pomocą swojego przyjaciela Tyrona, dzięki sprzedaży narkotyków szybko się wzbogaca.

Jednak pomimo tego, iż w pewnym momencie każdy zdaje się być już prawie u szczytu swoich marzeń, nie mamy złudzeń, iż szczytu nie osiągną. I faktycznie, ta pozorna droga do szczęścia szybko jednak zamienia się w koszmar.Co więcej, my sami jesteśmy w ten koszmar wciągani.

Postacie są napisane kapitalnie, aktorzy odgrywają swoje role jeszcze lepiej. To jest chyba kluczowa zaleta filmu, która sprawia, że jest on tak bardzo ujmujący. Bo pomimo, że główny bohater ćpa, to jednak dostrzegamy, że kocha zarówno swoją dziewczynę, jak i matkę. Ta z kolei, niedoceniona przez syna, chce tylko by w końcu ktoś ją zauważył. Tyronowi zaś brakuje matczynej miłości, której Harry nie docenia. Każdy, pomimo swoich grzechów ma ludzkie oblicze. Takie jakie ma każdy z nas. Przez to, nie wiedząc nawet kiedy zżywamy się z bohaterami. Razem z nimi wchodzimy w ich dramat, do ich piekła. Jedyna różnica polega na tym, że oni nie mają szans na ucieczkę z wciągającego ich co raz bardziej wiru uzależnień. My zawsze możemy wyłączyć film.

Ja osobiście chciałem tak zrobić kilka razy. Jednak zapewniam, że nie warto. To co oferuje nam Darren Aronofsky, to nie tylko depresja w najczystszej postaci. Film ten jest zrobiony idealnie pod każdym względem. Wspomniałem już aktorstwo, ale jest jeszcze kapitalna praca kamery. W ogóle każdy obraz zdaje się być dokładnie przemyślany. Przez cały film nie zobaczymy żadnych wesołych kolorów, ani niczego co mogło by dać nadzieję. A i świetne ujęcia aktu zażywania wszelakich używek dokładają swoją cegiełkę do budowania wielkiej pustki.

Pustki której nie wypełnią nam dialogi. Jest ich tutaj dokładnie tyle ile trzeba, znacznie mniej niż w przeciętnym filmie. Dlatego też każde wypowiedziane zdanie, każde słowo zdaje się mieć swoją wagę.

Trzeba też wspomnieć, że większość najbardziej zapadających w pamięć scen jest wspierana przez muzykę. W całym ‘Requiem dla snu’ usłyszymy tylko jeden motyw muzyczny, delikatnie zmieniany, w zależności od ilości dramaturgii jaką ma wnieść. Wydawać by się mogło, że to nie wystarczy, by zbudować odpowiedni klimat. A jednak – pomimo, że muzyka nas nie zaskakuje, to za każdym razem wywołuje takie samo uczucie, którego nie da się opisać słowami.

Właściwie nieważne, ile zalet wymienię – i tak będzie to za mało. Taki film, to w dzisiejszym kinie prawdziwe zjawisko. Nie tylko zresztą w kinie, bo i w świecie, w którym z każdej strony w gazecie, z każdego programu w telewizji, z każdego bilboardu ktoś się do nas uśmiecha, gdzie zadawać by się mogło nie ma miejsca, ani tym bardziej czasu na smutek. Dlatego też po jego zakończeniu możemy mieć uczucia negatywne. Bądź co bądź, narusza on przecież naszą złudną wizję szczęśliwej rzeczywistości. Ja gdy go pierwszy raz obejrzałem uważałem, że tak tragiczny film jest niedopuszczalny. Jednak jednocześnie miałem świadomość, że obejrzałem coś wielkiego. Dzisiaj pozostała we mnie tylko ta świadomość i uznanie dla Aronofskiego. I słusznie, bo w końcu ‘Requiem dla snu’ to już klasyka.

czwartek, 22 listopada 2007

Las Vegas parano

Wkrótce (w weekend?) wrzucę tu recenzję kultowego już 'Requiem dla snu'. A póki co coś innego w klimatach uzależnień i narkotyków: 'Las Vegas parano'.



tytuł oryginalny:
Fear and Loathing in Las Vegas
gatunek:
dramat, komedia
reżyseria:
Terry Gilliam
scenariusz:
zdjęcia:
Nicola Pecorini
muzyka:
Paul Anka, Michael Kamen, Ray Cooper
obsada:
Johnny Depp Johnny Depp Raoul Duke
Benicio Del Toro Benicio Del Toro Dr Gonzo
Cameron Diaz Cameron Diaz Jasnowłosa pani reporter
Christina Ricci Christina Ricci Lucy

od lat: 21
czas trwania: 118 minut
cena DVD: brak danych :|
moja ocena: 4/6


Większość z Was pewnie pierwszy raz o tym filmie słyszy. Ja do nie dawna też o nim zbyt wiele nie wiedziałem, właściwie nic poza tym, że coś takiego jak 'Las Vegas parano' (polski tytuł, oryginalny to: 'Fear and Loathing in Las Vegas') istnieje. W sumie gdy zaczynałem go oglądać wiedziałem tylko jeden szczegół więcej - gra w nim Johnny Depp. Tak więc na początek może trochę o fabule.

Są lata 70.. Dziennikarz sportowy - Raoul Duke - wybiera się w podróż do Las Vegas, by zrelacjonować przebieg pewnego wyścigu przez pustynię. Dla towarzystwa bierze ze sobą swojego prawnika- Dr. Gonzo. Nie brzmi za ciekawie, prawda? No to teraz małe zaskoczenie - przez chyba cały film oboje są pod wpływem wszelkich możliwych używek jakie wymyślono i cytując film można by powiedzieć: 'There was evidence in this movie of excesive consumption of almost every tye of drug known to civilized man since 1544'. Nie jest więc niespodzianką, że z relacji z wyścigu zbyt wiele nie wyjdzie.

Ale to mało istotne. Autorzy skupili się raczej na ukazaniu świata oczami głównego bohatera, a ten jak się można domyślić jest bardzo interesujący i barwny. No bo jaki ma być, gdy ma się w bagażniku walizkę wszelakich narkotyków i żyje się w latach siedemdziesiątych?

W cały ten szalony świat jesteśmy wprowadzani przez narratora, którym jest główny bohater. I tutaj pierwszy plus dla 'Las Vegas parano' - głos Johnnego Deppa pasuje do tej roli jak ulał. Chociaż z biegiem czasu przestaje robić wrażenie, to na początku z pewnością pozwala lepiej wczuć się w paranoiczny klimat filmu.

W sumie to szkoda, że tylko na początku jest on tak intrygujący, bo im dłużej film trwa, tym bardziej wszystko staje się nudne i monotonne, bo w końcu jak długo można oglądać dwóch naćpanych kolesi? No ale trzeba przyznać, że poniżej pewnego poziomu, pomimo kilku słabszych momentów, ten film nie schodzi.

Pewnie duża w tym zasługa świetnego duetu aktorskiego: Depp - del Toro. Szczególnie ten pierwszy zasługuje na słowa uznania - to już kolejny film w którym wcielił się w postać nie do końca normalną i zrobił to rewelacyjnie. Jak dla mnie to jeden z najlepszych aktorów (o ile nie najlepszy) naszych czasów.

I chociaż wydawać by się mogło, że wszystko jest takie, jakie być powinno, to niestety aż tak różowo nie jest. Bo w filmie - jak w życiu - nie można przedawkować. A po seansie jesteśmy trochę tym wszystkim przesyceni . Gdyby trwał choć trochę dłużej stałby się po prostu nudny jak flaki z olejem.

Nie zmienia to faktu, że warto go obejrzeć. Mi osobiście w trakcie oglądania kilkakrotnie kojarzył się z 'Pulp Fiction', chociaż to skojarzenia bardzo luźne. Bliżej mu już do 'How high' które przyszło mi do głowy, gdy pisałem tą recenzję. Chociaż to oczywiście z tym też za wiele wspólnego nie ma. Ale zamiast po raz kolejny śmiać się z tych samych dowcipów w 'How high' lepiej sięgnąć po coś nowego (chociaż starszego), równie narkotycznego, ale w czym możemy (jeśli tylko chcemy) doszukać się jakiegoś głębszego sensu. A jeśli nie, to i tak powinno nam się spodobać. W każdym razie mi się podobało.
 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman