Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Clayton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Clayton. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 maja 2008

Michael Clayton

Była Noc Kina, nie może więc zabraknąć recenzji filmu tam obejrzanego. Padło na najsłabszy z tych które wtedy widziałem - 'Michaela Claytona'. Poza nim zaliczyłem seans z dość udanym 'Motylem i skafandrem' (moja ocena - 4,5/6) i po raz drugi 'Lejdis' (ocena również 4,5/6). Jak chodzi o to jak impreza wypadła, to było znośnie, tylko jakiś dj grał w korytarzu co było słychać chwilami w trakcie seansu. Wyobraźcie sobie, że oglądacie 'Motyla...', a tu Wam nagle techno puszczają :| Krew człowieka zalewa...

reżyseria:

scenariusz:
obsada:
George Clooney George Clooney : Michael Clayton
Tom Wilkinson Tom Wilkinson : Arthur Edens
Tilda Swinton Tilda Swinton : Karen Crowder
Sydney Pollack Sydney Pollack : Marty Bach

moja ocena: 2/6
zwiastun


21 nominacji do różnych światowych nagród może i nie zwala z nóg, ale wrażenie na pewno robi. Tym bardziej, jeśli wśród nich jest siedem nominacji do Oscarów, w tym jedna w tej najważniejszej kategorii (za najlepszy film) i jedna, która przerodziła się w statuetkę (dla najlepszej drugoplanowej aktorki - Tildy Swilton). Te wszystkie osiągnięcia należą do 'Michaela Claytona' i bez wątpienia robią mu wspaniałą reklamę. Reklamę na którą moim zdaniem zupełnie nie zasługuje.

Tytułowy bohater jest prawnikiem. Jego specjalnością jest sprzątanie brudów po wysoko postawionych klientach. Ponieważ jeden z pracowników w jego kancelarii rozebrał się podczas przesłuchania, a co gorsza, zaczyna też stopniowo obracać się przeciw klientowi - oskarżonej o doprowadzenie do śmierci setek osób firmie U/North - misję załagodzenia sprawy dostaje nie kto inny jak Michael Clayton. Jednak im więcej szczegółów śledztwa poznaje, tym bardziej i on przestaje wierzyć w niewinność firmy, której broni.

Niestety fabuła nie jest tak przekonująca, jak się wydaje. Po pierwsze przez ponad pół filmu zastanawiałem się o co tak właściwie chodzi. Chociaż w sumie dobrze, że tak było, bo przynajmniej coś mnie przy jego oglądaniu trzymało - owe doszukiwanie się sensu było najlepszą rozrywką w pierwszych kilkudziesięciu minutach

Mimo to nawet teraz trudno mi jest powiedzieć jednoznacznie o czym on był. Tzn. fabułę w końcu zrozumiałem, jednak przesłanie już mniej. Być może twórcom chodziło o ukazanie dążenia do prawdy. Sposób w jaki to zostało zaprezentowane był jednak bardzo naiwny. Przede wszystkim nie kupuję historyjki, że prawnik biorący sprawę dużej korporacji oskarżonej o zabicie setek ludzi nie jest świadomy, że być może broni winnego, a gdy się tego dowiaduje, zaczyna gromadzić dowody przeciwko klientowi. I gdy do owych dowodów dociera kolejny prawnik sytuacja się powtarza. Za dużo przemian złego prawnika w dobrego jak dla mnie. Inna sprawa, to to, że oskarżona firma jest producentem nawozów, ale stosuje metody co najmniej takie, jakby była mafią. Jakby nie można było wybrać firmy chociażby informatycznej, tam zyski są większe, więc być może i ktoś byłby skłonny pozbywać się niewygodnych osób.

Poza intrygującą fabułą, liczyłem na dobre aktorstwo. Nominacja do Oscara dla George Clooney za rolę Michaela Claytona, Toma Wilkinsona za rolę Arthura Edensa, a także Oscar dla Tildy Swilton, za rolę przedstawicielki korporacji, Karen Crowder w pełni moje nadzieje uzasadniają. Jednak i tu czekał mnie zawód. Największy sprawiła mi pani Swilton. Za co był ten Oscar trudno mi zrozumieć. Po pierwsze na ekranie pojawiała się bardzo rzadko, no ale okey, dostała nagrodę za rolę drugoplanową, więc nie koniecznie musiała być w co trzeciej scenie. Jednak w tych pojedynczych fragmentach w których się pojawiała nie pokazała nic, co by zachwyciło. Po prostu zrobiła co do niej należało. Również zawiódł mnie George Clooney. Jego gra podobała mi się zdecydowanie bardziej niż Tildy Swilton, jednak śmiem wątpić, czy jest to jego najlepsza rola w karierze (tak się powszechnie uważa). Być może gdybym docenił walory postaci jaką jest Michael Clayton, byłbym w stanie pochwalić również Clooneya za grę. Jednak ponieważ rozterki i problemy Claytona były dla mnie tak samo ważne, jak zeszłoroczny śnieg, to i gra Clooneya mnie nie porwała, chociaż zrobił co mógł. Jedynie Tom Wilkinson wybił się ponad przeciętność, jednak poziomu Oscarowego też nie osiągnął, stąd nie dziwi brak statuetki.

Kolejny zarzut pod adresem tego filmu, jest taki, że właściwie nie da się go sklasyfikować jako jakiś konkretny gatunek. Według filmweb.pl jest to dramat i thriller. Dramat to przeżywałem ja, próbując rozkminić o co tu chodzi. Być może, gdyby cała akcja była lepiej rozplanowana mógłbym się skupić i docenić ową dramatyczność. Jednak było jak było i zamiast dramatu wyszła tragedia. A to, że to thriller najlepiej przemilczę. Jeśli dobrze rozumiem definicję tego słowa (a Wikipedia utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze), to trzeba być niespełna rozumu, żeby ten film określić tym mianem. Przede wszystkim w nic nie trzyma tam w napięciu, a jedyna co wzbudza w widzu poczucie niepewności, to brak wiedzy ile zostało do końca seansu! Ja od siebie do tych gatunków dorzuciłbym dramat sądowy. Ktoś powie, że przecież 'Michael Clayton' ma w sobie jeszcze mniej z tego gatunku niż z thrillera. Owszem, ale nikt mi nie powie, że nie dało się przenieść znacznej części akcji do sądu. W moich oczach nabrało by to większej wiarygodności.

Jedną z niewielu rzeczy jaka w tym filmie stoi na bardzo wysokim poziomie są zdjęcia, wspaniale oddające klimat, który najprawdopodobniej chciał oddać autor scenariusza (jednak mu nie wyszło). Nowy Jork ukazany przez Roberta Elswita zapada w pamięć jako miasto przytłaczające, na pewno nie taki w którym chciało by się żyć.

Patrząc na ten film całościowo maluje się przed moimi oczami obraz niewykorzystanej szansy. Byli dobrzy aktorzy, niezły pomysł. Wszystko to jednak poległo przez reżysera i scenarzystę - Tonyego Gilroya. Chociaż być może jest to jeden z tych filmów, które trzeba obejrzeć dwa-trzy razy, by je docenić. Bo skoro Amerykańska Akademia dała mu nominację, to coś poza potencjałem, który i ja dostrzegłem musi w nim być. Póki co jednak zdecydowanie Wam ten seans odradzam. Lecz jeśli kiedyś cudownie przekonam się o jego geniuszu możecie być pewni - dam Wam znać.

wtorek, 26 lutego 2008

Cztery Oscary dla Coenów, jeden dla Polaków

Miała być relacja zaraz po wręczeniu Oscarów, niestety galę przespałem (dosłownie) więc moje wrażenia po niej dopiero dzisiaj.

Nie da się ukryć, że w tym roku najważniejsza dla Polaków była nagroda za najlepszy film nieanglojęzyczny. Nominacja dla najnowszego filmu Wajdy - 'Katynia' - rozbudziła niemałe zainteresowanie całą ceremonią. Niestety, tak jak zazwyczaj, również i w tym roku obejdziemy się bez Oscara. Przynajmniej w tej kategorii. Nagroda w tej dziedzinie jedzie do Austrii za film 'Fałszerze'. Czy 'Katyń' zasługiwał na Oscara? Moim zdaniem nie. Czy 'Fałszerze' zasługiwali na Oscara? Moim zdaniem nie bardziej niż 'Katyń'. Dlatego jestem dość zawiedziony decyzją Akademii.

Ale nie ma co płakać, jakąś nagrodę dostaliśmy. Trochę w cieniu klęski 'Katynia' pozostaje sukces 'Piotrusia i wilka'. Szkoda, bo po raz kolejny pokazaliśmy, że w kategorii krótkometrażowej animacji należymy do światowej czołówki. Polacy, to jednak Polacy i lepiej jest ponarzekać na porażkę, niż docenić sukces ;)

To było tak tytułem wstępu, o stanie polskiego kina pod kątem Oscarów. A co w minionym roku wyprodukowali ciekawego Amerykanie? Wygląda na to, że najbardziej wartościowym filmem ostatniego czasu jest najnowsza produkcja braci Coen - 'To nie jest kraj dla starych ludzi'. Oscary za najlepszy scenariusz adaptowany, reżyserię, rolę drugoplanową i ten najważniejszy, za najlepszy film powinny wystarczyć za rekomendację.

Inne ważne statuetki zdobyli:
Marion Cotilard - najlepsza aktorka za tytułową rolę w 'Edith Piaf - niczego nie żałuję' (a kto pisał w swojej recenzji, że była genialna i powinna zostać doceniona :D?)
Daniel Day-Lewis ('Aż się krew poleje') - najlepszy zdaniem Akademii aktor ubiegłego roku. Pokonał m. in. Georgea Clooneya i Johnnego Deppa.
Juno - najlepszy scenariusz oryginalny. Przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawy tego filmu.

Oscary to jednak nie tylko same sukcesy. My żałujemy że nasz 'Katyń' nie wykorzystał jedynej oscarowej szansy. A co mają powiedzieć twórcy 'Pokuty' i 'Michaela Claytona'? Oba te filmy dostały 7 nominacji. Oba dostały też jedną statuetkę. O ile 'Michael Clayton' został nagrodzony za najlepszą drugoplanową rolę żeńską (całkiem konkretna kategoria), tak 'Pokuta' dostała statuetkę za najlepszą muzykę, czyli w kategorii o drugorzędnym znaczeniu.

Tyle ode mnie, a jeśli jesteście zainteresowani bardziej szczegółowymi wynikami, to odsyłam Was tutaj.

niedziela, 24 lutego 2008

Najgorsze sceny filmowe ever

Już za niecałe 3 godziny rozpocznie się gala wręczenia Oscarów. Zanim jednak dowiemy się kto w ubiegłym roku zrobił najlepszy film, obejrzyjmy kompilację najgorszych scen w historii kina w sześciu kategoriach. Mnie osobiście rozwaliła najgorsza scena kaskaderska.



Na moment wróćmy jeszcze do Oscarów. Jeśli ktoś jest zainteresowany transmisją, to musi pokombinować. TVP nie raczyło pokazać gali na żywo, bo po co. Lepiej dać we wtorek skrót. Galę można obejrzeć na PRO7, Canal + oraz przez Internet za pomocą programu SopCast na kanale CCTV 6 Movies. Jeśli nie chce się Wam śledzić gali, to zaraz po jej zakończeniu planuję wrzucić tu wyniki najważniejszych kategorii.

I na zakończenie - wyniki ankiety , w której wypowiedziały się raptem 3 osoby, w której pytałem kto zgarnie najwięcej statuetek. Waszym zdaniem będzie to ktoś z tej trójki (wszystkie filmy po jednym głosie dostały): 'To nie jest kraj dla starych ludzi', 'Pokuta' i 'Michael Clayton'. Zobaczymy czy ktoś z Was trafił ;)
 

Premiera miesiąca:

Premiera miesiąca
Tytuł: 'Wszystko, co kocham'

premiera: 15.01.2010


gatunek: dramat

reżyseria: Jacek Borcuch

scenariusz: Jacek Borcuch

obsada: Olga Frycz, Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Katarzyna Herman